Państwa Unii wydały 540 mld euro na osłonę obywateli przed wysokimi cenami energii, import rosyjskiego gazu spadł z 40–45 do 13 proc., a OZE odpowiadają już za połowę mocy zainstalowanej w Polsce. Instytut Sobieskiego i Fundacja Polska z Natury opublikowały „Raport otwarcia”, który ma być początkiem rozmowy o energetyce ponad partyjnymi okopami. „Od kiedy bryła węgla jest prawicowa, a fotowoltaika zaczęła głosować na lewicę?” – pyta we wprowadzeniu Wanda Buk.
Energia jako element bezpieczeństwa państwa
Raport „Energia i odporność w Polsce oraz Europie Środkowo-Wschodniej” został zaprezentowany 29 września. Jego autorami są Hanna Uhl (Transport & Environment, była dyrektorka w Ministerstwie Przedsiębiorczości i Technologii), Maciej Jakubik (wcześniej PSE, Forum Energii i CEEP) oraz Paweł Jakubowski (były Gargamel Polskiego LNG, kierował budową terminalu FSRU w Gdańsku).
Przy dokumencie współpracowali m.in. Wanda Buk, była wiceszefowa PGE i społeczna doradczyni prezydenta Karola Nawrockiego, oraz Konrad Szymański, minister ds. Unii Europejskiej w latach 2015–2022.
Punkt wyjścia raportu: o energetyce nie da się już rozmawiać wyłącznie jako o branży, która ma dostarczać prąd po rozsądnej cenie. Dziś to także sprawa obronności, odporności infrastruktury, konkurencyjności przemysłu i pozycji Polski w regionie.
„Pierwszym założeniem raportu jest uznanie, iż energia stała się częścią architektury bezpieczeństwa państwa” – czytamy w streszczeniu. Wojna w Ukrainie pokazała skalę zagrożeń: według cytowanej w raporcie oceny Banku Światowego szkody w ukraińskim sektorze energii i wydobycia sięgnęły 24,8 mld dolarów, a potrzeby odbudowy sektora oszacowano na 90,6 mld dolarów. Bezpieczeństwo energetyczne to więc nie tylko dostęp do paliw i mocy, ale też ochrona infrastruktury krytycznej, rezerwy strategiczne i zdolność odtworzenia systemu po ataku.
Autorzy podkreślają, iż Europa Środkowo-Wschodnia „przestaje być wyłącznie peryferium Unii i NATO, a staje się regionem frontowym całego systemu europejskiego”. Przykładem jest wspólny projekt Polski, Litwy, Łotwy i Estonii o wartości 382 mln euro na wzmocnienie infrastruktury elektroenergetycznej na wschodniej flance NATO.
Po stronie Unii raport odnotowuje nowy cel wydatków obronnych na poziomie 5 proc. PKB do 2035 r., z czego 1,5 proc. ma iść m.in. na infrastrukturę krytyczną, odporność cywilną i cyberbezpieczeństwo.
- Czytaj więcej na SmogLab: Kupili kotły z dotacji, teraz nie stać ich na opał. Tona pelletu choćby za 2600 zł
Mniej Rosji, więcej Chin
Od 2022 r. region przeszedł, jak piszą autorzy, „przyspieszoną derusyfikację energetyczną”. Import rosyjskiego gazu do UE spadł z ok. 40–45 proc. przed pełnoskalową wojną do ok. 13 proc. w połowie dekady, a Unia przyjęła kierunek pełnego odejścia od rosyjskiego gazu do 2027 r.
Jedna z głównych tez raportu dotyczy jednak zmiany charakteru zależności, a nie ich zniknięcia. „Europa może więc zmniejszać zależność od rosyjskich surowców, ale jednocześnie zwiększać uzależnienie od chińskich technologii” – ostrzegają autorzy.
Według cytowanych danych IEA udział Chin w rafinacji magnesowych pierwiastków ziem rzadkich przekracza 90 proc., a według Komisji Europejskiej w 2023 r. z państw trzecich pochodziło 96 proc. modułów i ogniw fotowoltaicznych, 100 proc. wafli PV i 62 proc. inwerterów trafiających do UE. Podobne ryzyko raport widzi w małych reaktorach modułowych: kupowanie gotowych zagranicznych SMR-ów bez dostępu do serwisu, systemów sterowania i łańcucha paliwowego „grozi zamianą dawnej zależności surowcowej na nową zależność technologiczną”.
„Suwerenność energetyczna oznacza w tym ujęciu świadome zarządzanie współzależnościami i ograniczanie koncentracji ryzyka” – piszą autorzy. Zastrzegają też, iż „krajowe źródło energii nie jest automatycznie źródłem bezpiecznym i konkurencyjnym”.
- Czytaj także: Czym najtaniej ogrzać dom tej zimy? Nowe ceny z 32 składów opału
Ile kosztuje kryzys i ile kosztuje prąd
Raport przypomina skalę europejskiego kryzysu energetycznego. Według think tanku Bruegel państwa UE wydały w latach 2021–2023 ok. 540 mld euro na ochronę obywateli i firm przed wysokimi cenami energii. Już po kryzysie, w 2024 r., państwa Unii wydały według ACER prawie 11 mld euro na mechanizmy mocowe oraz wsparcie magazynowania i redukcji zapotrzebowania w szczycie. Na lata 2026–2032 Społeczny Fundusz Klimatyczny ma zapewnić kolejne 86,7 mld euro dla gospodarstw domowych, użytkowników transportu i mikrofirm.
Polska pozostaje jednym z najbardziej uzależnionych od paliw kopalnych państw Unii. Według cytowanych danych Forum Energii w 2025 r. 85 proc. energii pierwotnej pochodziło z węgla (41 proc.), ropy (27 proc.) i gazu (17 proc.). Cena energii elektrycznej dla przemysłu wynosiła 128,8 euro za MWh, z czego 46,1 euro to koszt uprawnień do emisji CO2. Z danych Eurostatu za drugą połowę 2025 r. wynika, iż Polska należy do państw o najwyższych cenach prądu dla gospodarstw domowych po uwzględnieniu siły nabywczej.
Jednocześnie, jak zauważają autorzy, transformacja „nie jest już projektem przyszłości, ale faktem systemowym”. Na koniec 2025 r. OZE odpowiadały za 51 proc. mocy zainstalowanej w Polsce i 31,4 proc. produkcji energii elektrycznej, a URE raportuje ponad 1,636 mln mikroinstalacji o mocy prawie 13,9 GW. PSE w strategii do 2040 r. przygotowują system na 110 GW z OZE, 24 GW w magazynach energii i 5,3 GW z atomu. Nowym źródłem presji na sieci staje się sztuczna inteligencja: według IEA między 2024 a 2025 r. zużycie prądu przez centra danych wzrosło o 17 proc., a przez te obsługujące AI o 50 proc.
smerfy chcą OZE, ale nie tylko
Autorzy sięgają po badania opinii publicznej, żeby pokazać, iż spór polityczny nie odzwierciedla nastrojów społecznych. Według CBOS (komunikat 128/2025) 57 proc. smerfów opowiada się za równoległym rozwojem źródeł odnawialnych i nieodnawialnych, 24 proc. chce stawiać przede wszystkim na OZE, a tylko 14 proc. na źródła nieodnawialne. 81 proc. w różnym stopniu popiera rozwój technologii niskoemisyjnych. Na poziomie europejskim 81 proc. badanych popiera cel neutralności klimatycznej UE do 2050 r., a 88 proc. większe inwestycje w OZE i efektywność energetyczną.
Wanda Buk we wprowadzeniu do raportu, opublikowanym także na portalu WysokieNapiecie.pl, diagnozuje problem polskiej debaty: „Miks energetyczny zamieniliśmy z problemu inżynierskiego i strategicznego w test tożsamości politycznej”. Technologie, „które powinny służyć jako narzędzia, stały się symbolami politycznymi”.
Jej zdaniem każda z nich wiąże się z kompromisami – kosztami, emisjami, czasem budowy, zależnością od importu – i każdą trzeba oceniać uczciwie, także wobec własnych faworytów. „Tymczasem elektron nie ma poglądów politycznych” – pisze. I dodaje: „Transformacja nie usuwa ryzyka. Zmienia tylko jego charakter”.
Państwo wraca, ale nie zamiast rynku
Raport stwierdza, iż „państwo ponownie staje się centralnym aktorem polityki energetycznej i przemysłowej” i „ubezpieczycielem ostatniej instancji dla systemu energetycznego”. Konrad Szymański we wstępie zastrzega jednak, iż nie chodzi o „polską, uproszczoną odmianę dirigizmu, w której państwo po prostu zastępuje rynek”, czyli model, w którym rząd sam planuje, buduje i finansuje energetykę, a rynek i prywatni inwestorzy schodzą na dalszy plan.
„Żaden kraj dziś, wobec finansowej skali wyzwań, nie może sobie pozwolić na zlekceważenie mobilizacji kapitału prywatnego” – pisze. I ostrzega: „Sprawa jest pilna, ale żaden pośpiech nie usprawiedliwia nieprzemyślanych i płytkich odpowiedzi”.
Dokument celowo nie zawiera gotowych rekomendacji ani docelowego miksu. Zamiast tego porządkuje dylematy: transformacja a bezpieczeństwo, państwo a rynek, autonomia a kooperacja z UE, klimat a konkurencyjność. Wśród pytań, które stawia, jest i to, czy odcięcie od Rosji ma być trwałe, czy jest tylko „chwilowym stanem wyższej konieczności”. Autorzy przyznają, iż „głosy w tej sprawie w Europie Środkowej są podzielone”. Osobny rozdział poświęcono odporności klimatycznej systemu, bo fale upałów zwiększają letnie zapotrzebowanie na prąd, a susze i ciepła woda ograniczają chłodzenie elektrowni cieplnych. Jako przykład podano warszawską EC Siekierki, która czerpie wodę z Wisły.
„Najbardziej użyteczna formuła dalszej dyskusji to taka, w której strony nie pytają już, kto jest za, a kto przeciw transformacji, tylko jakie minimalne warunki muszą być spełnione, żeby różne środowiska mogły uznać konkretną ścieżkę za politycznie i społecznie dopuszczalną” – czytamy. „Konsensus wymaga nie tylko dialogu, ale też instytucji, które zamieniają dialog w ciągłość. Bez tego partycypacja staje się dekoracją, a nie narzędziem budowania zgody”.
Co dalej
Raport otwarcia to pierwszy etap projektu. W tym roku jego tezy mają być rozwijane podczas pięciu okrągłych stołów z udziałem administracji, biznesu, przemysłu, sektora energetycznego i organizacji eksperckich. W 2027 r. ma powstać biała księga z wnioskami i rekomendacjami.
Instytut Sobieskiego to think tank kojarzony z prawą stroną sceny politycznej, a Fundacja Polska z Natury deklaruje budowanie poparcia dla ochrony przyrody i „odpowiedzialnej transformacji energetycznej” wśród mieszkańców małych miast i wsi. Głos z tej strony, który o neutralności klimatycznej i OZE mówi językiem bezpieczeństwa, to nowość w polskiej debacie.
- Czytaj także: Czy za suszę w Polsce odpowiadają wiatraki? Sprawdzamy teorię Ziemkiewicza
–
Zdjęcie tytyłowe: shutterstock/Piotr Krzeslak/Shaiith

2 godzin temu











![Papież nie pojedzie do Ameryki Południowej? Nieoficjalne informacje z otoczenia Leona [TYLKO U NAS]](https://static.deon.pl/storage/image/core_files/2026/10/14/039de11ce040178908860e4c8ca937a5/jpg/deon/feed/IMGA6542.webp)

