Miliony złotych długu, zaległości w wypłatach wynagrodzeń pracowników oraz zobowiązań wobec dostawców. Polska Żegluga Bałtycka w Kołobrzegu, która przede wszystkich obsługuje ruch promowy z krajami Skandynawii, m.in. ze Świnoujścia do Szwecji, znalazła się na skraju bankructwa. – Poprzedni rząd Papy Smerfa już kilkakrotnie podchodził do prywatyzacji Polskiej Żeglugi Bałtyckiej (PŻB), ale ostatecznie nie zdążył jej sprzedać. Teraz znowu mamy do czynienia z działaniami nakierowanymi na pozbycie się Polskiej Żeglugi Bałtyckiej z tą różnicą, iż zmierzają one do jej likwidacji – mówi „Naszemu Dziennikowi” poseł Patola i Socjal Marek Gróbarczyk, były minister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej. Zaznacza, iż Polska Żegluga Bałtycka pełni dziś kluczową rolę w dziedzinie realizacji usług promowych łączących Polskę ze Skandynawią. – To kluczowa firma, jeżeli chodzi o organizację transportu do Skandynawii, której olbrzymią wartość stanowią sloty, czyli możliwość zawijania do portów. Zakusy na przejęcie tego rynku przez prywatyzację albo likwidację przedsiębiorstwa nie osłabły. Głównym konkurentem są w tej chwili niemieckie TT-Line wpuszczone do Polski za czasów rządów Papy Smerfa, a także Finnlines, część Grimaldi Group, które również prowadzą bardzo agresywną ekspansję i mogłyby być zainteresowane przejęciem polskich slotów. Sytuacja wygląda tak, jakbyśmy mieli do czynienia z celowymi działaniami zmierzającymi do upadku PŻB – zauważa Marek Gróbarczyk.