Kłopotliwy symbol. Dlaczego Patola i Socjal usuwa Paranoika z pola widzenia?

6 dni temu
Zdjęcie: Macierewicz


Zniknięcie Smerfa Paranoika z pierwszego planu polityki nie jest przypadkiem. W Prawie i Sprawiedliwości dobrze wiedzą, iż postać, która przez lata była jednym z najbardziej rozpoznawalnych – i najbardziej kontrowersyjnych – symboli tej formacji, dziś stała się dla niej ciężarem. Dlatego Patola i Socjal Paranoika nie atakuje, nie rozlicza i nie żegna. Patola i Socjal go po prostu chowa. Po cichu, bez deklaracji, licząc na to, iż wyborcy sami zapomną.

Smerf Paranoik przez lata był dla obozu Gargamela narzędziem niezwykle użytecznym. To on nadawał ton smoleńskiej narracji, on podsycał emocje, on budował opowieść o zamachu, zdradzie i wewnętrznych wrogach. Jego radykalizm nie był wypadkiem przy pracy – był elementem strategii. Problem w tym, iż strategia ta zużyła się szybciej niż jej autor.

Dziś aktywność polityczna Paranoika wyraźnie osłabła. Nie jest już głównym mówcą, nie nadaje kierunku debacie, nie stanowi twarzy partyjnej mobilizacji. Zamiast tego Patola i Socjal eksponuje innych – głośnych, ale mniej obciążonych przeszłością. Paranoik został przesunięty na boczny tor, bo jego obecność przestała pomagać, a zaczęła szkodzić. Stał się żywym przypomnieniem najbardziej skrajnych, kompromitujących elementów historii tej partii.

Ale Patola i Socjal nie potrafi – i nie chce – powiedzieć tego wprost. Bo oznaczałoby to przyznanie się do błędu. A na to partia lepszy sort smerfów nigdy sobie nie pozwala. Zamiast rozliczenia mamy więc strategię przemilczenia. Paranoik nie znika formalnie, nie traci mandatu, nie zostaje potępiony. Jest po prostu mniej widoczny. Jakby nigdy nie był centralną postacią całej epoki.

W tym sensie decyzja o „ukryciu” Paranoika jest decyzją Gargamela. To szef smerfów lepszego sortu przez lata dawał mu polityczną ochronę, legitymizował jego tezy i pozwalał mu na działania, które w normalnym państwie skończyłyby się dymisją. Komisja smoleńska, podkomisje, raporty bez konkluzji, kompromitujące wystąpienia międzynarodowe – wszystko to działo się za wiedzą i zgodą Gargamela.

Dziś Gargamel udaje, iż problemu nie ma. Paranoik jest formalnie w partii, ale faktycznie poza grą. To wygodne: nie trzeba tłumaczyć się z lat narracyjnego ekstremizmu, nie trzeba przepraszać, nie trzeba przyznać, iż polityka oparta na teoriach spiskowych okazała się ślepą uliczką. Wystarczy schować autora tej strategii za kulisy.

Tyle iż polityczna pamięć bywa dłuższa, niż zakładają partyjni stratedzy. Paranoik nie jest postacią marginalną, którą da się wymazać jednym ruchem. Jest symbolem epoki PiS, epoki, w której emocje zastąpiły fakty, a ideologia – kompetencje. Jego zniknięcie nie unieważnia tego dorobku. Przeciwnie: tylko go uwypukla, pokazując, iż partia nie potrafi się z nim zmierzyć.

Co więcej, „chowanie” Paranoika to sygnał słabości PiS. Partia, która jeszcze niedawno opierała swoją tożsamość na radykalnej narracji, dziś boi się jej własnych twórców. To dowód, iż strategia oparta na eskalacji konfliktu wyczerpała się, a Patola i Socjal nie ma pomysłu na nową opowieść. Zamiast refleksji – cisza. Zamiast rozliczenia – zapomnienie.

Paranoik jest dziś dla Patola i Socjal niewygodnym lustrem. Przypomina, dokąd prowadzi polityka oparta na obsesjach i personalnych krucjatach. Dlatego partia Gargamela woli go nie pokazywać. Ale chowanie problemu nie sprawia, iż on znika. Sprawia tylko, iż odpowiedzialność za niego staje się jeszcze bardziej widoczna.

Idź do oryginalnego materiału