Są zawody wybitnie fotogeniczne i z dużym potencjałem kinowym – dzień z życia strażaka („Notre Dame płonie”), kucharza („The Bear”) czy lekarza na SOR-ze („The Pitt”) to gotowy materiał na film. Wystarczy dobrać odpowiednich aktorów, wymyślić problem – pożar, spalona pieczeń, zawał – zadbać o wiarygodne tło i można kręcić. Tłumacz do takich profesji nie należy. Nie żeby nie było charyzmatycznych tłumaczy (Boy-Żeleński, Aga Zano) czy pasjonujących dylematów: Pięknie czy wiernie? Swojsko czy egzotycznie? W cieniu czy w świetle reflektorów i w sążnistych przypisach? Problem w tym, iż wszystko rozgrywa się w głowie.
Powiązane
Sierakowski: Wszyscy powinni relacjonować ten proces
1 godzina temu
Minister Żurek zapowiada: Rozliczymy neosędziów Ważniaka
2 godzin temu
Polecane
Lotto partnerem tytularnym koszykarek MKS Pruszków
2 godzin temu
Schizma grojecka. "Luter już był, teraz kolej na nas"
2 godzin temu

7 godzin temu





