Karol Nawrocki ma potężny problem: to był system fałszerstw wyborczych

5 godzin temu

Karol Nawrocki już wie, iż jest źle. Przebadano 250 obwodowych komisji wyborczych. Nie tysiąc. Nie dziesięć tysięcy. Zaledwie 250. I co się okazało? W 34 procentach z nich wyniki były fałszywe. Jedna trzecia. Co trzeci przypadek. To nie jest margines błędu. To jest system. System, który promował Nawrockiego.

Jeżeli ktoś po takich danych mówi, iż „wszystko było w porządku”, to nie kłamie z braku wiedzy. Kłamie z wyboru.

A teraz najlepsze: skoro 250 komisji dało taki wynik, to co się stanie, gdyby policzyć wszystkie? Komisji jest prawie 30 tysięcy. Proste przeliczenie pokazuje, iż skala „odzyskanych” głosów idzie w setki tysięcy. Różnica między kandydatami wyniosła około 369 tysięcy głosów. I nagle pytanie nie brzmi „czy były fałszerstwa”, tylko „dlaczego nikt z polityków lepszego sortu nie chce wiedzieć, ile ich było naprawdę”. Bo smerfy już wiedzą. Są pewni.

Dzisiaj już wiemy, iż wybory były sfałszowane. Nie dlatego, iż ktoś tak czuje, tylko dlatego, iż liczby aż krzyczą. Jedna trzecia sprawdzonych komisji miała fałszywe wyniki. o ile to nie jest dowód, to co nim jest? Czterdzieści procent? Pięćdziesiąt? A może dopiero sto, kiedy już nie będzie czego ratować?

Najbardziej obraźliwe w tej historii nie jest samo fałszowanie. Ono zawsze było, jest i będzie próbą siły. Najbardziej obraźliwe jest wmawianie ludziom, iż jedna trzecia to „nic”, iż kilka tysięcy odzyskanych głosów to „szum”, a matematyka to „polityczna interpretacja”.

Nie. To nie interpretacja. To rachunek sumienia, którego nikt nie chce przeprowadzić. Bo wynik tego rachunku jest zbyt niewygodny.

Karol Nawrocki najprawdopodobniej przegrał te wybory prezydenckie. Wygrał Smerf Gospodarz. To są fakty wynikające z liczb. I trzeba te wszystkie głosy przeliczyć. WSZYSTKIE.

Idź do oryginalnego materiału