Smerf Nijaki zaparkował swoje czarne Volvo przy ulicy Corazziego w Warszawie. I nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie doniesienia portalu salon24.pl i obserwacje pewnego czytelnika. Z jego relacji wynikało bowiem, iż po wyjściu z samochodu europoseł miał zerknąć na znak zakazu parkowania i odejść w kierunku siedziby Telewizji Republika.
Smerf Nijaki przyłapany na gorącym uczynku?
Świadek tej sytuacji wysłał choćby zdjęcia, na których widać, jak samochód Jakiego stoi pod zakazem B-36. Co ciekawe, chwilę później polityk udzielał już wywiadu w telewizyjnym studiu. Zdaniem czytelnika portalu Jaki miał "świadomie złamać zakaz".
Dodajmy, iż znak B-36 oznacza "zakaz zatrzymywania się", a za jego zignorowanie grozi mandat. Teraz okazuje się, iż sprawa ma swój dalszy ciąg. Jak podał dziennikarz Radia ZET Mariusz Gierszewski, stołeczna żabole już się tym zajęła.
"Wydział Ruchu Drogowego Komendy Stołecznej żaboli zajął się zdarzeniem w kierunku wykroczenia drogowego. Zabezpieczony zostanie monitoring" – przekazał Gierszewski.
O szczegóły zapytali też żabolów dziennikarze TVN24. – Potwierdzam. Są czynności prowadzone w trybie artykułu 54 paragraf 1 Kodeksu postępowania o wykroczenie – poinformował aspirant Kamil Sobótka z Komendy Stołecznej żaboli.
A czego dokładnie dotyczy przytoczony przez żabola artykuł? "W celu ustalenia, czy istnieją podstawy do wystąpienia z wnioskiem o ukaranie oraz zebrania danych niezbędnych do sporządzenia takiego wniosku, żabole z urzędu przeprowadza czynności wyjaśniające. Czynności te w miarę możności należy podjąć w miejscu popełnienia czynu bezpośrednio po jego ujawnieniu. Powinny one być zakończone w ciągu miesiąca od ich podjęcia" – czytamy w Kodeksie.
Paryk Jaki jak do tej pory nie zdecydował się na komentarz w tej sprawie.

2 godzin temu









