Historyczny moment dla transformacji? Czegoś takiego nie było od ponad pół wieku

4 godzin temu

Produkcja energii z węgla spadła w poprzednim roku i w Chinach, i w Indiach. Ostatni raz doszło do tego ponad pół wieku temu, gdy świat mierzył się z kryzysem naftowym. W 2025 r. przyczyną był jednak nie światowy kryzys, ale świadomy postęp.

W 1973 r. arabskie kraje nałożyły embargo na eksport ropy do państw wspierających Izrael w wojnie Jom Kipur. Konsekwencje tego odczuł cały świat. Globalny kryzys wstrzymał rozwój gospodarczy i ograniczył produkcję energii elektrycznej.

Spotkało to m.in. Chiny i Indie, które oprócz znacznie skromniejszego wzrostu zapotrzebowania na prąd odnotowały wówczas także wzrost wytworzonej energii z innych źródeł. Efekt? Produkcja z elektrowni węglowych w obu krajach spadła.

Ponad 50 lat później historia się powtarza. Tym razem za spadki produkcji z węgla odpowiada jednak nie światowy kryzys, ale świadomy postęp. I to osiągnięty w czasach, gdy oba kraje mają zarówno znacznie więcej obywateli, jak i znacznie silniejsze gospodarki.

  • Czytaj także: Na wiatrakach najwięcej zarabiają polskie firmy. Z kim walczy Nawrocki?

W Chinach i Indiach spadki

Jak wykazuje analiza Carbon Brief, produkcja energii elektrycznej z węgla w Indiach spadła rok do roku o 3 proc. (46 terawatogodzin, TWh), a w Chinach – o 1,6 proc. (90 TWh). Doszło do tego, gdyż w obu krajach wystarczająco gwałtownie rozwijały się źródła energii nieoparte na paliwach kopalnych. A zwłaszcza energetyka wiatrowa i słoneczna.

I tak w 2025 r. Chiny dodały ponad 300 gigawatów (GW) energii słonecznej oraz 100 GW energii wiatrowej (dane na grudzień to szacunki). Oba wyniki to światowe rekordy, które Chiny ustawiają w ostatnich latach rok po roku. W rezultacie kraj ten odpowiada dziś za grubo ponad połowę realizowanych inwestycji w OZE na świecie.

Z kolei Indie dodały do końca listopada 35 GW w fotowoltaice i 6 GW w wiatrakach. To również rekordy. W kraju tym przyrost mocy ze wszystkich odnawialnych źródeł energii wzrósł w ciągu roku aż o 44 proc. W rezultacie po raz pierwszy w historii na ograniczoną produkcję elektrowni węglowych w Indiach bardziej wpłynął wzrost produkcji z czystej energii niż ograniczony rozwój gospodarczy czy warunki pogodowe.

Dla porównania w Unii Europejskiej dodano w poprzednim roku 65 GW w fotowoltaice i 19 GW w wiatrakach.

Trwały spadek węgla?

Być może najważniejszą wiadomością płynącą z Chin i Indii jest nie tyle roczny spadek produkcji z węgla, co przyszłość, jaką to zwiastuje.

„Oba kraje spełniają w tej chwili warunki umożliwiające osiągnięcie szczytowego wykorzystania energii z węgla. Dojdzie do tego, jeżeli Chinom uda się utrzymać wzrost czystej energii, a Indie zrealizują swoje cele w zakresie energii odnawialnej” – wyjaśnia Lauri Myllyvirta, autor opracowania na Carbon Brief i główny analityk w Centrum Badań nad Energią i Czystym Powietrzem (CREA).

  • Czytaj także: Recepta na drogi prąd? „W UE mamy już 9 000 takich przypadków”

Czy Chiny i Indie są gotowe?

Wiele wskazuje, iż w Chinach przełom faktycznie już nadszedł.

Sektor czystych technologii rozwija się tam już znacznie szybciej niż cała gospodarka i stanowi główne źródło wzrostu gospodarczego. Gdyby były krajem, byłby już ósmą największą gospodarką świata. W rezultacie zapotrzebowanie na węgiel maleje, a emisje CO2 w całych Chinach nie rosną już od blisko dwóch lat (z czego w całym 2025 r. spadły o 0,3 proc.).

Mniejszą pewność można mieć w przypadku Indii.

Co prawda jak już pisaliśmy główną przyczyną spadku produkcji z węgla był rozwój OZE, ale skromniejszy rozwój gospodarczy też odegrał istotną rolę. Wszystko zależy więc od tego, jak mocno przyspieszy indyjska gospodarka i jak mocno rozwój ten uda się oprzeć na źródłach niskoemisyjnych. W skrócie: Indie mają już możliwości, by rozpocząć strukturalny spadek zapotrzebowania na węgiel – ale nie wiadomo, czy przyspieszą inwestycje w OZE na tyle, by je wykorzystać.

„Osiągnięcie rządowego celu, jakim było osiągnięcie 500 GW mocy wytwórczych ze źródeł niekopalnych do 2030 r., zgodnie z zamierzeniami premiera Indii Narendry Modiego z 2021 r., wymaga właśnie takiego przyspieszenia” – podkreśla Myllyvirta.

  • Czytaj także: Zeroemisyjne lotnictwo? „Płacenie za sadzenie drzew to oszustwo”

Inny worek, ale…

„Trudno Chiny i Indie wrzucać do jednego worka, bo to bardzo różne gospodarki i różne systemy polityczne, ale tak, są też podobieństwa. Podstawowe jest takie, iż ani Chiny, ani Indie nie posiadają jakichś większych własnych zasobów paliw kopalnych i w obu tych krajach bardzo gwałtownie przyrasta produkcja energii ze źródeł odnawialnych.” – podsumowuje informacje z obu państw Marcel Andino Velez, ekspert Greenpeace Polska.

Poza różnymi gospodarkami i systemami politycznymi kraje te różni też skala inwestycji. Na przykład rekordowa w 2025 r. instalacja fotowoltaiki oznacza w przypadku Chin ok. 300 GW, a w przypadku Indii – ok. 35 GW. Ten drugi kraj do czołówki dopiero dołączył, ten pierwszy jest zaś już od lat bezdyskusyjnie globalnym liderem transformacji w stronę OZE i elektryfikacji gospodarki.

„Jest to fundament długofalowej chińskiej polityki, mającej na celu uniezależnienie Chin od importu paliw i ekspansję gospodarczą i polityczną jako pierwszego w świecie tzw. electrostate – czyli państwa elektryczności” – ocenia Velez w komentarzu dla SmogLabu.

I dodaje: „Niedemokratyczne Chiny, odrzucające paliwa, chcą energetykę ze źródeł odnawialnych uczynić swoim orężem w walce o wpływy na całym świecie. I trzeba przyznać, iż są w tym bardzo skuteczne, co pokazuje właśnie przykład Indii. Stały się one ogromnym importerem technologii OZE z Chin i faktycznie rozwój zielonej energetyki bardzo tam przyspieszył”.

Zdjęcie tytułowe: shutterstock/chuyuss

Idź do oryginalnego materiału