Jestem wyjątkowo sceptycznym człowiekiem- nie wierzę w żadne różdżki, różne horoskopy, ani w żadne zjawiska, które są niepowtarzalne. A jednak jest coś, co nie daje mi spokoju. Otóż patrząc na moje długie życie (niedługo 70!!!), stwierdzam taką prawidłowość:
W niektóre dni zdarzają się same miłe rzeczy, a w niektóre wręcz przeciwnie. Praktycznie nie ma dni, które byłyby trochę udane i trochę nieudane. Każdy dzień to pech za pechem, albo miła niespodzianka za miłą niespodzianką.
Dzieje się tak całkowicie poza mną- ja na to nie mam żadnego wpływu.
Na przykład, taka sekwencja zdarzeń jednego dni:
- Rozbijam lusterko w samochodzie, bo wpadam w poślizg.
- Pociąg się spóźnia i nie uczestniczę w spotkaniu, które jest dla mnie bardzo ważne.
- Z Urzędu Skarbowego dostaję informację, iż muszę dopłacić 3000 zł.
- W domu internet mi nie działa, bo coś się Orange’owi zepsuło.
- Na kolację otwieram opakowanie z łososiem (data ważności kończy się za tydzień), a ten śmierdzi tak, iż domu przewietrzyć się przez tydzień nie daje.
Może być i sekwencja inna:
- W skrzynce znajduję list z Urzędu Energetyki, iż mam nadpłacone 800 zł.
- Z NCN dostaję wiadomość, iż grant mi przyznali.
- Żona odbiera wyniki badań, iż wszystko jest w normie.
- Na kolację przysmażam sajgonki, które po raz pierwszy kupiłem. Są lepsze niż w Chinach.
- PiS z Konfederacją mają w sondażu CBOS o 10 punktów procentowych mniej poparcia niż KO.
Jest to niezwykle ciekawe, iż pozytywne i negatywne wydarzania nigdy nie zdarzają się jednego dnia. Tak jakby jednego dnia dbał o mnie kochany Anioł-stróż, a innego złośliwy Diabeł-stróż. No bo jak inaczej wytłumaczyć taki wynik eksperymentalny (statystycznie świetnie udokumentowany przez około 25 tysięcy dni mojego życia).
Michał Leszczyński














