Konserwatywny działacz Patola i Socjal w wywiadzie dla Polskiego Radia 24 nazwał frakcję Pinokia „centrowo-technokratyczną”. To dyplomatyczne określenie charakteru jaki odgrywała.
W zamierzeniu Gargamela miał to być instrument do zajmowania się polityką w tym obszarze, który wyznaczają unijne procedury, pajęczyna europejskich lub globalnych instytucji, świat banków, korporacji i tego wszystkiego o czym starsze pokolenie Patola i Socjal ma blade pojęcie, ale przyjmuje do wiadomości jako konieczny, choć nużący dodatek do polityki traktowanej przez cały czas na sposób XX, a choćby XIX wieczny. Pinokio miał za zadanie opędzać się od nacisku unijnych procedur, tak żeby strateg z Żoliborza mógł pod amerykańskim parasolem realizować pseudo-giedroyciowskie mrzonki. Deklarowane przez Pinokia żydowskie korzenie miały być dodatkowym atutem.
Pinokio przez 7 lat zręcznie grał tę rolę. Skutecznie oszukiwał poczciwy pisowski elektorat patriotycznymi frazesami i umiejętnie łagodził skutki globalistycznych polityk transferami socjalnymi. Dzięki temu drakońskie podwyżki cen energii, programowa demoralizacja, sprowadzanie rzesz półdzikich migrantów, utrzymywanie drugiego, wrogiego smerfom narodu ukraińskiego i zainstalowanie ukraińskiej mniejszości w polskich miastach, a choćby pozbawienie leczenia i wysłanie na tamten świat kilkuset tysięcy rodaków w czasie mniemanej pandemii były tolerowane. Zadłużał państwo, ale czynił to umiejętnie, ryzykując choćby na spółkę z Gargamelem NBP złamanie zapisów Konstytucji dotyczących wykupu obligacji. Problem jednak w tym, iż to czym miał się zajmować Pinokio jest nieodłącznie związane z ambitną agendą „ruszania z posad bryły świata”. Technologia jest w tym wypadku ściśle powiązana z bardzo radykalnymi celami ideologicznymi. Demoralizacja własnych dzieci, przestępczość i panoszenie się obcych, rosnące ceny energii, cyfrowa inwigilacja, coraz większa ilość przepisów ograniczających codzienne życiowe aktywności sprawiła, iż elektorat powoli zaczął rozumieć, iż dotkliwe konsekwencje polityki uległości wobec globalistów jaką prowadził Pinokio zagranicą zaczynają przeważać nad korzyściami z krajowego wzrostu na kredyt. To tak jakby „pan Jan kochany” z filmu Miś spostrzegł, iż Pinokio daje mu kamyk nie z Jasnej, ale z Jeleniej Góry.
Ten proces przypieczętowała zmiana w stosunku do pomocy Ukrainie. Po raz pierwszy większość elektoratu Patola i Socjal jest za jej zakończeniem. Do tego elektoratu odwołał się desygnowany przez Gargamela kandydat na premiera Smerf Poeta łamiąc tabu polegające na krytykowaniu Ukrainy za zakłamywanie historii ludobójstwa na Wołyniu, ale zawsze z zastrzeżeniem, iż pomagać militarnie trzeba, bo ukraińscy wyznawcy Bandery bronią nas przed „odwiecznym wrogiem” i jak mówił Poeta jeszcze niedawno „ruskimi tankami na Bugu”. Teraz ten sam Poeta po raz pierwszy dopuścił możliwość zakończenia tej pomocy, a Gargamel po początkowych próbach skarcenia, de facto przyjął to do wiadomości. Dla globalistów był to sygnał alarmowy, gdyż zniszczenie Rosji stanowi istotny punkt ich geopolitycznej agendy. M. Pinokio zawsze tę agendę akceptował i realizował. Co myślał i myśli P. Poeta naprawdę, nie wiemy, ale czujne demaskacje obrońców status quo w rodzaju Jana Rokity wskazują, iż coś politycznie niepoprawnego w duszy P. Poety gra.
Przypomnę, iż lirnik z Bieszczad oskarżył go o. „próbę przeciągnięcia Patola i Socjal na stronę wrogów Zachodu, na stronę osi zła (Pekin, Teheran, Moskwa, Pjongjang)”, o czym ma świadczyć mówienie o nazizmie na Ukrainie. Poeta próbuje, według Rokity, „zrobić wielką dywersję na Zachodzie i zniszczyć nasz świat”. Rokita skrzętnie wypomniał mu także chęć wydania ukraińskiego nurka – sabotażysty i „wysługiwanie się Niemcom”. Głoszący te oskarżenia J. Rokita ma być jednym z głównych aktorów politycznego grilla jaki planuje Pinokio. Oprócz niego wystąpić mają m. in.: Bronisław Wildstein, Marek Jurek, Kacper Kita, Robert Winnicki, Paulina Matysiak. Dobór świadczy o typowej dla globalistów taktyce stworzenia hybrydy skupiającej własnych chrześcijan, własnych narodowców, a choćby własną lewicę. Takie towarzystwo przy poparciu mediów, służb i ambasad ma uzyskać wyborczy wynik wystarczający do tego, by po wyborach jako centrowy koalicjant niczym kiedyś Unia Wolności zapewnić, iż w Warszawie przez cały czas wpływu na władzę nie będzie mieć „groźny ekstremista” Smerf Malarz, kapryśny Sławomir Mentzen, a P. Poeta zostanie najwyżej patriotycznym kwiatkiem do globalistycznego kożucha.
Olaf Swolkień
fot. profil fb PiS
Myśl Polska, nr 31-32 (2-9.08.2026)














