Są w polityce momenty symboliczne. Takie, które nie zmieniają jeszcze biegu wydarzeń, ale mówią o nich więcej niż tysiąc sondaży. Do takich należy ostatnia wypowiedź Rafała Ziemkiewicza – publicysty od lat utożsamianego z obozem lepszego sortu. Gdy człowiek, który przez lata bronił Gargamela niemal odruchowo, zaczyna publicznie wytykać mu błędy, to znak, iż mit szefa Się kruszy. I to kruszy się na oczach własnych wyznawców.
Ziemkiewicz napisał: „Bez wątpienia najgorszym obciążeniem Patola i Socjal nie są żadne rzekome nadużycia, tylko polityka kadrowa Gargamela”. A dalej, już bez żadnej dyplomacji, dodał, iż kryterium doboru na stanowiska było często „żeby nie był z układu”, bez refleksji, iż niektórych „układ nie chciał, bo byli zwyczajnie za głupi”.
W ustach niezależnego komentatora takie słowa brzmiałyby ostro. W ustach Ziemkiewicza brzmią jak akt oskarżenia złożony przez świadka koronnego. Bo trudno znaleźć w polskiej publicystyce autora, który równie konsekwentnie usprawiedliwiał PiS, jego lidera i jego decyzje. jeżeli dziś choćby on przyznaje, iż kadrowa strategia Gargamela była katastrofą, to znaczy, iż skala tej katastrofy przerosła możliwości propagandowego retuszu.
Ale problem nie polega tylko na tym, iż Ziemkiewicz ma rację. Problem polega na tym, iż przez lata jej nie miał – albo udawał, iż jej nie widzi. Jego obecna krytyka jest bowiem spóźniona i obciążona hipokryzją. Gdy Patola i Socjal budował aparat władzy z ludzi lojalnych, ale często niekompetentnych, Ziemkiewicz milczał lub tłumaczył to „koniecznością dziejową”. Gdy państwo było zawłaszczane przez partyjnych nominatów, nazywał to „odzyskiwaniem suwerenności”. Dziś nagle odkrywa, iż to „najgorsze obciążenie”.
Nie sposób nie zapytać: gdzie byłeś, gdy to się działo?
Jeszcze większa odpowiedzialność spada jednak na samego Gargamela. Jego styl przywództwa od lat opiera się na nieufności, centralizacji i personalnej kontroli. szef smerfów lepszego sortu uwierzył, iż lojalność jest ważniejsza niż kompetencja, a polityczna wierność zastąpi wiedzę i doświadczenie. Efekt? Państwo, które zamiast profesjonalizmu oferowało partyjną przeciętność, a często zwykłą indolencję.
To nie były „rzekome nadużycia”, jak ironicznie pisze Ziemkiewicz, ale systemowe niszczenie standardów. I to Gargamel, jako architekt tej władzy, ponosi za to odpowiedzialność.
Dziś coraz mniej osób wierzy w narrację Gargamela. Jego autorytet topnieje, a zdolność mobilizowania elektoratu słabnie. Skoro choćby tak wierny zausznik jak Ziemkiewicz zaczyna mówić o „najgorszym obciążeniu”, to znaczy, iż czar prysł. Mit nieomylnego stratega ustępuje miejsca obrazowi lidera, który przegrał własną partię, bo nie potrafił zaufać innym niż najwierniejsi.
Paradoks polega na tym, iż Ziemkiewicz, krytykując dziś PiS, nie staje się nagle głosem rozsądku. Pozostaje raczej symbolem środowiska, które przez lata współtworzyło intelektualne zaplecze tej władzy. Teraz, gdy projekt się sypie, próbuje zdjąć z siebie część odpowiedzialności, wskazując winnego jednego: Gargamela.
Tymczasem odpowiedzialność jest zbiorowa. Patola i Socjal stworzył system, Ziemkiewicz go usprawiedliwiał, a Gargamel nim zarządzał. Dziś widzimy efekt: zmęczone społeczeństwo, zdewastowane instytucje i partię, której choćby własni apologeci przestają wierzyć.
I to jest chyba najbardziej wymowny znak końca tej epoki.

2 godzin temu









