Elektrownie gazowe rosną tam, gdzie brakuje wody. 18 z 32 jednostek w strefach silnego stresu wodnego

2 godzin temu

Rozbudowa energetyki gazowej w Polsce przyspiesza, ale nowe inwestycje często powstają w regionach dotkniętych niedoborem wody. Z analizy Towarzystwa na rzecz Ziemi wynika, iż 18 z 32 istniejących, budowanych i planowanych jednostek gazowych znajduje się na obszarach silnego stresu wodnego. Elektrownie potrzebują wody do chłodzenia, a jej ograniczone zasoby mogą wpływać zarówno na środowisko, jak i bezpieczeństwo energetyczne.

Gaz rośnie, ale zasoby wody są ograniczone


Polska rozwija moce gazowe w szybkim tempie. Łącznie projekty w budowie i planach mogą oznaczać około 10 GW bloków gazowych typu CCGT oraz kolejne 5 GW jednostek OCGT. Inwestycje realizują m.in. PGE, Enea i Grupa Orlen.


Choć elektrownie gazowe zużywają mniej wody niż węglowe, ich lokalizacja ma najważniejsze znaczenie. W regionach już dotkniętych deficytem każdy dodatkowy pobór zwiększa presję na ograniczone zasoby wodne. A z danych wynika, iż ponad połowa analizowanych jednostek gazowych działa lub powstaje na obszarach, gdzie wskaźnik stresu wodnego WEI+ przekracza 40 proc. przez co najmniej pół roku.


Najtrudniejsza sytuacja występuje w dorzeczach Górnej Odry i Górnej Warty, gdzie niedobór wody utrzymuje się przez cały rok. W takich warunkach funkcjonowanie elektrowni dodatkowo obciąża system hydrologiczny.


Największe zapotrzebowanie na wodę mają instalacje wykorzystujące otwarte systemy chłodzenia. Dotyczy to m.in. elektrowni Dolna Odra, Rybnik i Stalowa Wola.




Przeczytaj także: Jak pozyskać fundusze unijne w 2026 roku?






W Unii Europejskiej roczne zużycie wody sięga ok. 140-200 mld mł, a działalność człowieka pochłania już 10-50 proc. dostępnych zasobów w europejskich dorzeczach.


Polska należy do państw UE o bardzo niskiej dostępności wody słodkiej – gorzej wypadają tylko Malta i Cypr. Średnio odnawialne zasoby wynoszą ok. 60 mld mł rocznie, ale w czasie suszy spadają poniżej 40 mld mł. Duża zmienność i nierównomierne opady powodują stały stres wodny, szczególnie w południowej części Polski, gdzie okresy niedoboru przeplatają się z wezbraniami i powodziami.

Ryzyko dla rzek i ekosystemów


Pobór wody przez elektrownie może prowadzić do naruszenia tzw. przepływów biologicznych. Są to minimalne poziomy wody, konieczne do utrzymania życia w rzekach. W niektórych przypadkach ryzyko to jest już widoczne. W Dolnej Odrze pobór wody może zagrażać utrzymaniu tych przepływów.


Dodatkowo choćby bardziej oszczędne zamknięte systemy chłodzenia nie eliminują problemu. Przykładowo w Rzeszowie w jednym roku przez 27 dni dochodziło do naruszenia przepływów biologicznych.


A nowe inwestycje mogą dodatkowo zwiększyć obciążenie rzek, choćby w regionach o relatywnie lepszej sytuacji wodnej. Przykładem są planowane bloki gazowo-parowe w Kozienicach i Ostrołęce. Choć nie znajdują się one w obszarach największego niedoboru, będą działać równolegle z istniejącymi elektrowniami węglowymi. To oznacza kumulację poboru wody.

Konflikty o wodę mogą narastać


W regionach o ograniczonych zasobach wody energetyka konkuruje o nią z rolnictwem, przemysłem i mieszkańcami. Taka sytuacja wystąpiła już w Indiach, o czym pisaliśmy tutaj. Wysoki stres wodny oznacza, iż dostępne zasoby są już wykorzystywane intensywnie.


Eksperci wskazują, iż choć w tej chwili w Polsce nie dochodzi do ograniczeń produkcji energii z powodu braku wody, sytuacja może się zmienić wraz z nasilaniem się susz.


– Silny stres wodny oznacza, iż już dziś woda nie jest wykorzystywana w regionie w sposób zrównoważony. Musimy pamiętać, iż Polska jest krajem ubogim w zasoby wodne, a susza będzie stanowić coraz większe wyzwanie dla całej gospodarki. Planowanie nowych elektrowni bez uwzględnienia ograniczeń hydrologicznych przenosi ryzyko na środowisko i społeczności lokalne. Nie powinniśmy budować elektrowni tam, gdzie brakuje wody – mówi Robert Wawręty z Towarzystwa na rzecz Ziemi.


Analiza wskazuje na brak integracji polityki energetycznej i wodnej. Żadna z polskich spółek energetycznych nie posiada kompleksowej strategii zarządzania zasobami wodnymi.


To zwiększa ryzyko dla środowiska oraz lokalnych społeczności, szczególnie w kontekście rosnącej liczby inwestycji.

Alternatywa: mniej wodochłonne technologie


Taki stan rzeczy sprawia, iż potrzebny jest rozwój takich technologii pozyskiwania energii, które nie wymagają dużych ilości wody. Eksperci patrzą tutaj głównie w stronę odnawialnych źródeł energii (OZE), które nie wymagają wody do produkcji prądu.


– Od rzeki do gniazdka – energetyka zależy od wody. W obliczu nasilającego się kryzysu wodnego w Polsce, postępujących zmian klimatu, coraz częstszych susz i spadków poziomu rzek, dalsze rozwijanie wodochłonnych technologii energetycznych może prowadzić do konfliktów o zasoby oraz ograniczeń w produkcji energii. Polska stoi przed wyborem: kontynuować rozwój technologii zwiększających presję na zasoby wodne, czy przyspieszyć transformację w kierunku systemu energetycznego odpornego na niedobory wody – mówi Robert Wawręty.




Polecamy również:



  • Cena maksymalna na stacjach i niższe podatki. Tak rząd chce obniżyć ceny paliw

  • NGT mogą zmienić europejskie rolnictwo. UE otwiera drogę do nowych regulacji

  • 30 tys. samochodów elektrycznych pod lupą. Tak naprawdę zużywają się baterie

  • Zielone kompetencje. Rynek pracy zmienia się szybciej niż dostępne umiejętności

Idź do oryginalnego materiału