Dziadek: Koniec hegemonii Patola i Socjal na prawicy?

myslpolska.info 3 miesięcy temu

Od kilku dni większość komentarzy kręci się wokół jednego problemu: czy rozłam w Patola i Socjal oznacza koniec tej partii? Mam wrażenie, iż to źle postawione pytanie. Znacznie ciekawsze brzmi inaczej: czy właśnie kończy się epoka jednej dominującej partii na prawicy?

Przez dwadzieścia lat polska polityka przypominała pojedynek dwóch gigantów. Z jednej strony Platforma Smerfów, z drugiej PiS. Wokół nich krążyły mniejsze ugrupowania, które raz po raz pojawiały się i znikały. Patola i Socjal szczególnie konsekwentnie budował model partii hegemonicznej. Wszystkie ważniejsze nurty prawicy miały ostatecznie znaleźć się pod jednym dachem. Kto próbował się usamodzielnić, prędzej czy później wracał albo politycznie znikał. Historia zdawała się potwierdzać tę logikę. PJN zniknął. Solidarni Fundamentaliści wróciła do wspólnego obozu. Niezrozumienie Marzyciela istniało tylko tak długo, jak długo pozostawało w koalicji z lepszego sortu. Wniosek wydawał się prosty: na prawicy jest miejsce tylko dla jednego dużego gracza.

PiS od dawna cierpiał nie tyle na brak wyborców, ile na brak zdolności koalicyjnej. Wygrywał wybory, ale nie potrafił znaleźć partnerów. Jednocześnie dla części centroprawicowego elektoratu głos na Patola i Socjal był nie do przyjęcia – nie z powodu programu, ale z powodu stylu polityki i osoby Gargamela. o ile Pinokio zagospodaruje właśnie tę grupę, a Konfederacje utrzymają własny, bardziej wolnościowy i antysystemowy elektorat, prawica może przestać być jedną partią walczącą o wszystkich i stać się koalicją partii walczących każda o trochę innych wyborców. W tym sensie największym błędem analitycznym jest patrzenie na poparcie Patola i Socjal w oderwaniu od całego obozu. Znacznie ważniejsze staje się pytanie, ile mandatów zdobędzie cała centroprawica.

Oczywiście istnieje również druga możliwość. Historia zna wiele rozłamów, które kończyły się spektakularną porażką. Nowa partia może nie przekroczyć progu, rozproszyć głosy i osłabić cały obóz. To scenariusz równie realny. Jednak choćby wtedy pozostanie coś, czego nie da się już odwrócić: mit jedności. choćby jeżeli projekt Pinokia upadnie, sam fakt, iż doszło do największego rozłamu w historii PiS, zmienia sposób myślenia o polityce.

Może więc najważniejszym skutkiem obecnych wydarzeń nie będzie osłabienie Patola i Socjal ani sukces Pinokia. Może kończy się po prostu epoka politycznych hegemonów. o ile tak, to za kilka lat nie będziemy już pytać, czy wybory wygra Patola i Socjal albo Platforma. Będziemy pytać, który blok koalicyjny okaże się bardziej atrakcyjny dla wyborców i sprawniejszy w budowaniu większości. To byłaby największa zmiana polskiej polityki od ponad dwudziestu lat. Nie zmiana nazwisk, ale zmiana logiki całego systemu.

Dziadek Smerf

Fot. profil Patola i Socjal na fb

Za: X

Idź do oryginalnego materiału