Otwierasz pawlacz, z którego z hukiem wypadają ci na głowę jakieś tajemnicze klamoty. Wchodzisz do piwnicy i patrzysz na regały szczelnie zastawione przydasiami, których genezy i przeznaczenia już nie pamiętasz. Odkurzasz półki z wakacyjnymi pamiątkami, a w dłoni zostaje ci trzymana z uporem podstawka z małą kotwicą, muszelką i napisem „Grecja 2017″. Po co? Na co? Kto tego nie zna, niech pierwszy rzuci… kolekcją podkładek pod piwo z widoczkami z Gdańska!
W naszym zakątku świata jesteśmy w tej chwili cywilizacją nadmiernego posiadania. Gromadzimy z pasją i bez opamiętania, a nasze mieszkania to archiwa skrzyżowane z centrum logistycznym wehikułu czasu.
W szufladach królują artefakty: trzy puste opakowania po tuszach do drukarki, które „można przecież napełnić”, kolekcja drewnianych łyżek z napisem „Zakopane” i rączką w kształcie juhasa, a obok nich – autko z tektury – praca zaliczeniowa z geometrii z 1987 roku. Do tego trzy na wpół wyciśnięte kleje oraz pudełko, w którym mieszkają stare telefony z klapką z przełomu wieków, bo przecież „można je sprzedać na części” (czego nigdy nie zrobimy). Stara gazeta z przepisami kulinarnymi, wyszczerbiona filiżanka, wyniki badań sprzed 10 lat, teczka z rachunkami za prąd z poprzedniego adresu, klucze, które coś kiedyś otwierały, ale co? – tego już nie pamiętamy.
Latami znosimy do naszych domów sterty rzeczy, które nie tylko zabierają nam przestrzeń, ale kiedyś staną się dużym problemem.
Dlaczego gromadzimy: trauma braku i kultura nadmiaru
Skąd w nas ta kompulsywna potrzeba posiadania? To głęboko zakorzenione, wielopokoleniowe zjawisko. W Polsce, zwłaszcza u osób starszych, wynika to w dużej mierze z potrzeb epoki PRL-u i okresu transformacji, czyli z kultury wiecznego braku. Wtedy wiele rzeczy naprawdę mogło się „przydać”, bo zdobycie czegokolwiek było wyczynem. Kiedy w sklepach brakowało podstawowych artykułów, każdy kawałek sznurka, każda stara śrubka, a choćby pusty słoik nabierały niemal mistycznej wartości przyszłej przydatności.
Lepiej było mieć to, niż nie mieć, bo szansa na ponowne nabycie była nikła.
Ta mentalność, przekazywana z pokolenia na pokolenie, kazała nam trzymać rzeczy „na czarną godzinę”, która zwykle nie nadchodzi.
Ale w obecnych czasach nie ma sensu trzymać takich zbiorów, bo po prostu większość rzeczy, jeżeli są potrzebne, można sobie kupić. Jednak przez cały czas zbieramy. Dlaczego?
Dziś, w dobie nadmiaru, kompulsywne gromadzenie jest napędzane przez drugi biegun – łatwość i dostępność.
Promocje, wyprzedaże, azjatyckie marketplace’y lub sklepy internetowe i platformy sprzedażowe, wszystko to krzyczy do nas: „kup mnie!”.
Gromadzenie staje się dla wielu – oprócz patologicznych przypadków syllogomanii – sposobem na chwilowe poprawianie sobie nastroju. Powoli, z każdym nowym zakupem, tracimy przestrzeń do życia, a zyskujemy stres związany z utrzymaniem tego wielkiego, materialnego monstrum w ryzach.
Zostanie po nas… graciarnia
I tu dochodzimy do finału pasji gromadzenia – śmierci właściciela tego całego dobytku. W chwili, gdy rodzina pogrążona jest w żałobie i ma na głowie tysiąc formalności, staje też przed tym ostatecznym, kurzącym się wyzwaniem. Co zrobić z mieszkaniem wypełnionym po brzegi? Sortowanie tysięcy niepotrzebnych rzeczy staje się zadaniem emocjonalnie wycieńczającym. Czy ten stary, zapisany brulion to cenny pamiętnik, czy zapiski z listami zakupów z 1995 roku? Czy to ulubiony wazon babci, czy okazja ze sklepu „Wszystko za 4 złote”? Kto ma czas i chęci, by brać po kolei każdy przedmiot i poddawać go analizie?
W konsekwencji większość tego skrupulatnie gromadzonego majątku trafia prosto na śmietnik.
Wiele przedmiotów, które mogłyby jeszcze komuś posłużyć – ubrania, książki, sprawny sprzęt – marnuje się, bo rodzina nie ma ani czasu, ani energii, by zorganizować ich dystrybucję. W ten sposób zmarły, nieświadomie, funduje swoim bliskim niemały problem, a swoim rzeczom wycieczkę w jedną stronę na wysypisko.
Ostro i bez znieczulenia
– tak działamy od 2020 roku. Dziennikarstwo, które nie jest obojętne. Tygodnik Spraw Obywatelskich nagłaśnia nadużycia, edukuje i daje narzędzia do realnej, obywatelskiej zmiany.
Przekaż 1,5% i zostań naszym współwydawcą
Szwedzka mądrość: döstädning czyli wielkie porządki
Można jednak zaoszczędzić rodzinie dodatkowego stresu, a jednocześnie zapewnić sobie przewietrzenie szaf i regałów.
Z pomocą przychodzi szwedzkie rozwiązanie: döstädning, dosłownie „przedśmiertne sprzątanie”.
To nie jest jednorazowy, paniczny zryw. To filozofia i długotrwały proces świadomego porządkowania własnego materialnego dziedzictwa, podejmowany zwykle w dojrzałym wieku, ale często na długo przed końcem. Szwedzi są narodem pragmatycznym, raczej nie boją się trudnych tematów, więc nie dziwi, iż takie zjawisko uzyskało specjalną nazwę w ich języku.
Döstädning jest w istocie aktem troski o tych, którzy zostają.
To dawanie bliskim w prezencie nie kolejnych antyków, ale spokoju i wolności od konieczności przeprowadzania trudnej inwentaryzacji. Szwedzka autorka Margareta Magnusson, która spopularyzowała tę ideę w poradniku „Sztuka porządkowania życia po szwedzku. Jak sprawić, żeby bliscy zachowali po nas wyłącznie dobre wspomnienia”, uczy, iż kluczem jest zadanie sobie szczerego pytania: „Czy ktoś z moich bliskich naprawdę chce to po mnie odziedziczyć i z tego korzystać?”. jeżeli odpowiedź brzmi „Nie” lub „Nie wiem”, rzecz powinna odejść.
I właśnie dlatego döstädning jest tak genialny. To nie jest tylko sprzątanie, to filozofia zarządzania przemijaniem. Magnusson, która sama sprzątała po śmierci matki, teściowej i męża, ma pełną świadomość skali tego zadania.
Doświadczenie nauczyło ją jednego: musimy zacząć to robić, gdy jesteśmy jeszcze w pełni sił.
Sama zajęła się tym po osiemdziesiątce i radzi zacząć znacznie wcześniej, gdy nie ogranicza nas tak mocno brak sił. Chociaż oczywiście nie ma sensu czekać do 65. urodzin, żeby pozbyć się ładowarek do Nokii z czasów studiów.
Nadawanie rzeczom drugiego życia za życia
Döstädning daje nam poczucie sprawczości i ostatecznej kontroli. To my decydujemy, co się stanie z naszymi pamiątkami i kontrolujemy pożegnanie z przedmiotami. To my decydujemy, jaka jest godna ścieżka dla nieużywanej kolekcji filiżanek, która od dziesięciu lat stoi w kredensie. Możemy te rzeczy przekazywać, sprzedawać, a choćby wyrzucać, ale w sposób przemyślany i etyczny.
Zacznijmy rozdawać. Stare, ale w dobrym stanie ubrania, przekażmy przez wybraną organizację potrzebującym, książki do lokalnej biblioteki. Narzędzia, których już nie używasz – oddaj znajomemu majsterkowiczowi. Najcenniejsze pamiątki, takie jak zdjęcia, biżuteria czy listy – posegreguj i opatrz krótkimi notatkami, by kolejne pokolenia wiedziały, kto jest na zdjęciach, od kogo to listy, po kim ta stara biżuteria. Rób też prezenty za życia. To jest moment, w którym możesz zobaczyć, jak dana rzecz sprawia komuś radość.
Döstädning a ekologia: odciążenie planety od własnego bałaganu
W całym tym szwedzkim sprzątaniu, które wydaje się być skoncentrowane na ułatwieniu życia naszym bliskim, ukryty jest również wymiar ekologiczny.
Bo dlaczego adekwatnie warto mieć mniej?
Odpowiedź jest prosta i jednocześnie globalna: mniej rzeczy to mniej śmieci, mniej zasobów, mniej zużytej energii i materiałów. Nasza obsesja na punkcie posiadania jest bezpośrednio związana z przyspieszoną konsumpcją, która z kolei jest jednym z głównych motorów napędowych kryzysu klimatycznego. Każda bluzka kupiona na wyprzedaży, każda niepotrzebna figurka czy gadżet reklamowy ma swój ślad węglowy, który zostawiamy za sobą. Döstädning jest więc, świadomie lub nie, małą osobistą rewolucją zero waste.
W ten sposób realizujemy też ekologiczny imperatyw.
Świadome decydowanie o losie przedmiotów, zamiast bezładnego wrzucania ich do kontenera przez spadkobierców, to ukłon w stronę planety.
Dajemy rzeczom szansę na drugi, a choćby trzeci obieg, z poszanowaniem materiału i pracy, jaką włożono w ich wytworzenie.
Przemiana mentalna: od posiadania do doświadczania
Idea „im mniej, tym lepiej” jest też radykalnym odwróceniem naszej współczesnej metryki sukcesu. Przez lata bogactwo mierzyliśmy ilością zgromadzonych dóbr – drogie samochody, duże domy, pełne szafy.
Dziś coraz częściej nadmiar rzeczy postrzegany jest jako obciążenie i kłopot.
Zamiast gromadzić materię, możemy gromadzić doświadczenia, które nie zostawiają śladu na wysypisku. Döstädning uczy nas, byśmy zamiast inwestować w kolejną rzecz, inwestowali w życie. Pamiątki powinny być wspomnieniami w głowie, zdjęciami na dysku (lub w kilku starannie opisanych albumach), a niekoniecznie figurkami z wakacji, które oprócz stania na półce nie mają innego zastosowania. Ograniczając konsumpcję, uwalniamy się od ciągłej pogoni za nowym i droższym. Dając drugie życie naszym rzeczom za naszego życia, stajemy się kuratorami dziedzictwa, a nie tylko kolekcjonerami przyszłych śmieci. Prywatny zielony ład zaczyna się od uporządkowania własnej szafy. Döstädning to nic innego, jak uporządkowanie własnej relacji z materialnym światem. To zrozumienie, iż nie jesteśmy sumą naszych rzeczy. Niech po nas zostaną dobre wspomnienia i jak najmniej problemów.
Lecz, gdy się człowiek spieszy…
Trzeba jednak uważać, by w nagłym przypływie porządków nie wpaść w pułapkę nadmiernego minimalizmu, czyli wylać dziecko z kąpielą.
Döstädning nie ma być szałem niszczenia, po którym będziemy żałować wyrzuconych cennych płyt, albo z poczuciem winy szukać w koszu na śmieci cennego listu czy babcinej broszki. Kluczową zasadą jest działanie na raty i bez pośpiechu. W końcu robimy to po to, by zostawić po sobie dobre wspomnienia, a nie, by za chwilę żałować pozbycia się autentycznie ważnej pamiątki. Zawsze warto dać sobie czas na spokojną refleksję: czy chcemy mieć tę rzecz przy sobie, czy może chcemy, by trafiła do kogoś bliskiego za naszego życia. Tylko taki wyważony i przemyślany proces, który szanuje zarówno przyszłość, jak i nasze wspomnienia, ma sens.
Zapraszamy na staże, praktyki i wolontariat!
Dołącz do nas!Efekt jojo
W nagłym pozbyciu się rzeczy kryje się jednak pewna pułapka. jeżeli nasza obsesja na punkcie posiadania jest głęboko zakorzeniona, a mamy w genach odziedziczone po przodkach „gromadzenie na wszelki wypadek”, to jest wielce prawdopodobne, iż po pięciu, a najpóźniej po dziesięciu latach, ponownie obudzimy się w składzie „mydło i powidło”. I cała ta gigantyczna praca, to döstädning, będzie do zrobienia po raz kolejny. Aby temu zapobiec, konieczna jest trwała zmiana mentalna.
Nie wystarczy opróżnić szafy, trzeba zmienić myślenie i nie gromadzić na nowo.
Ograniczenie kompulsywnych zakupów, zyskanie świadomości, ile naprawdę potrzebujemy, i wprowadzenie regularnego, dorocznego remanentu (takiego mini-döstädning co 12 miesięcy) pozwoli utrzymać ten cenny porządek. W końcu w szwedzkiej filozofii chodzi nie tylko o ulgę dla bliskich po naszym odejściu, ale przede wszystkim o lekkość i przestrzeń do życia tu i teraz.
Dialog nad pamiątkami
Prawdziwą siłą döstädning nie jest tylko wyrzucanie, ale inicjowanie dialogu. Zamiast po cichu oznaczać pudła i skrywać decyzje w testamencie, warto uprzedzić rodzinę o porządkach i zapytać, czy jest coś, co ma dla nich szczególną wartość. Być może ta stara, zaśniedziała bransoletka, którą mieliśmy zamiar wyrzucić, ma dla kogoś wartość sentymentalną, bo łączą się z nią jakieś wspomnienia, o których my nie wiemy. Warto dać bliskim wybór, a przy okazji powspominać z rodziną dawne czasy.
Döstädning staje się wtedy mostem łączącym pokolenia, a nie tylko cichym sprzątaniem z poczucia obowiązku.
Zatem, czy warto podjąć się tego szwedzkiego wyzwania? Nie czekajmy aż nasza rodzina będzie musiała rozstrzygać, czy pozytywka z baletnicą to relikwia, czy lokatorka kosza na śmieci. Döstädning to nic innego jak świadome zarządzanie swoim życiem – i swoim końcem. Zaczynając dziś, zyskujemy nie tylko fizyczną przestrzeń w domu, ale i psychiczną lekkość. Poczucie, iż życie jest uporządkowane, a po nas zostaną tylko te pamiątki, które faktycznie niosą wartość. Pamiętajmy, iż podstawowym spadkiem, jaki możemy zostawić, jest brak problemów.

2 godzin temu








.webp)



![[PILNE] Abp Fulton Sheen będzie beatyfikowany](https://static.deon.pl/storage/image/core_files/2026/2/10/04ea64d51f10c3d82ca3ba34fdb3d89a/png/deon/feed/ZDJECIE%20Z%20KOLKIEM%20(12).webp)
