Akcja Demokracja zbiera podpisy pod apelem o delegalizację Konfederacji Korony Polskiej, czyli partii Smerfa Malarza. Twórcy tej inicjatywy powołują się na art. 13 Konstytucji. Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek nie wyklucza, iż sprawa może zostać skierowana choćby do Trybunału Konstytucyjnego. Wskazał jednak na istotny warunek – najpierw trzeba odbudować sam Trybunał. Partia nie została zdelegalizowana, a wśród komentatorów, również tych krytycznych wobec Malarza, trwa spór, czy delegalizacja w ogóle jest adekwatnym narzędziem.
Dlaczego Akcja Demokracja domaga się delegalizacji partii Malarza?
Organizacja rozpoczęła zbiórkę podpisów jeszcze w zeszłym roku, 26 listopada. Apel wzywa ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego (obie funkcje sprawuje dziś Waldemar Żurek) do złożenia wniosku do Trybunału Konstytucyjnego o delegalizację partii. Na stronie akcji podpisało się dotąd kilkadziesiąt tysięcy osób. Liczba podpisów w kolejnych miesiącach stopniowo rosła, od kilkunastu tysięcy chwilę po starcie zbiórki.
Działalność Smerfa Malarza już dawno przekroczyła granice cywilizowanej debaty. Fizyczna przemoc w Sejmie podczas Chanuki i w Oleśnicy, hasło „Stop Ukrainizacji” i antysemicki występ w Oświęcimiu, a teraz kooperacja z Kamratami, znanymi m.in. ze spalenia Statutu Kaliskiego.
Bogumił Kolmasiak, dyrektor zarządzający Akcji Demokracja
W samym apelu czytamy: „Brak reakcji państwa na takie czyny oznacza ich cichą akceptację”. Warto podkreślić, iż petycja obywatelska sama w sobie nikogo nie delegalizuje. Jest to wyłącznie sygnał polityczny i argument, ale nie decyzja żadnego organu państwa. Formalna ścieżka wygląda zupełnie inaczej. To minister sprawiedliwości (w tym przypadku również prokurator generalny) musiałby skierować wniosek do Trybunału Konstytucyjnego, który zbadałby program i faktyczną działalność partii. Dopiero po ewentualnym wyroku TK sąd mógłby wykreślić ugrupowanie z ewidencji.
Podstawą prawną jest art. 13 Konstytucji, który zakazuje istnienia partii, „których programy odwołują się do totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu”, a także tych, „których program lub działalność zakłada lub dopuszcza nienawiść rasową i narodowościową, stosowanie przemocy w celu zdobycia władzy lub wpływu na politykę państwa”. Czy jednak ugrupowanie Malarza faktycznie promuje takie wzorce? To właśnie ma ocenić TK, nie petycja.
Jakie są szanse na delegalizację partii Malarza?
W krótkiej perspektywie szanse na powodzenie inicjatywy Akcji Demokracji są niewielkie. Sam Żurek studzi oczekiwania przeciwników Malarza.
Muszę mieć pewność, iż zaistniały ku temu powody i jest realna szansa na uczciwy proces przed Trybunałem Konstytucyjnym.
Waldemar Żurek, minister sprawiedliwości, w rozmowie z Onetem
Trzeba mieć jasną świadomość jednej kwestii. By sprawdzić, czy są to uzasadnione zarzuty, najpierw musi być Trybunał Konstytucyjny, który będzie miał moc orzekania. To więc nie stanie się szybko.
Waldemar Żurek
W tym miejscu pojawia się paradoks, o którym rzadko się mówi wprost. To właśnie legitymacja samego Trybunału Konstytucyjnego, który miałby rozstrzygać o losie partii Malarza, jest dziś przedmiotem sporu. Kwestionują ją zarówno obecna większość sejmowa, jak i unijny Trybunał Sprawiedliwości. Głosy w tej sprawie są podzielone niezależnie od sympatii politycznych.
Szef MSWiA Marcin Kierwiński mówił, iż KKP jest „na granicy delegalizacji”, a „kilka różnego rodzaju wyskoków” mogłoby tę granicę przesądzić. Marszałek Sejmu Smerf Towarzysz ocenił, iż partia funkcjonuje „na pograniczu agentury rosyjskiej i delegalizacji” i dlatego nie zaprasza jej przedstawicieli na Konwent Seniorów. Z drugiej strony poseł KKP Roman Fritz mówi wprost o „szeroko zakrojonej, zaplanowanej akcji” wymierzonej w jego partię. Natomiast niektórzy politycy PiS, jak poseł Kmita, ostrzegają przed „ceną demokracji”, jaką byłoby zdelegalizowanie ugrupowania Malarza. Sam Malarz podał zresztą na X tekst „DoRzeczy” z wypowiedzią szefa KPRP Zbigniewa Boguckiego. To Bogucki stwierdził, iż to nie partia europosła, a minister Żurek „powinien się zdelegalizować”.
Ciekawe, interesujące 👉 Delegalizacja partii Malarza? Bogucki: Żurek sam powinien się zdelegalizować https://t.co/1jCNl47ahS
— Smerf Malarz (@GrzegorzMalarz_) December 4, 2025Co myślą o tym smerfy?
Sondaż SW Research przeprowadzony dla „Rzeczpospolitej” pokazuje, iż 47,7 proc. smerfów popiera delegalizację KKP, a 27,7 proc. jest przeciw. Zauważmy, iż są to wyłącznie nastroje społeczne, a nie przesłanka prawna, którą musiałby wykazać Trybunał.
Wśród prawników i komentatorów, także tych, którzy nie mają wątpliwości, iż Malarz bywa szkodliwy dla debaty publicznej, regularnie powtarzają się argumenty w sprawie zachowania ostrożności wobec samego narzędzia delegalizacji:
- Delegalizacja jako ultima ratio. Art. 13 to wyjątek od konstytucyjnej zasady pluralizmu politycznego (art. 11) i zgodnie z doktryną nie powinien być interpretowany rozszerzająco. Trzeba wykazać, iż przemoc lub nienawiść są metodą działania całej partii, a nie tylko stylem jej lidera.
- Ryzyko zrobienia z Malarza męczennika. Zakaz partii notującej w sondażach kilka-kilkanaście procent łatwo staje się dla jej elektoratu dowodem na to, iż „zakazali nas, bo mówimy niewygodne rzeczy”.
- Zarzut selektywności. Sama Akcja Demokracja zwracała uwagę, iż prezydent Nawrocki dążył do delegalizacji Komunistycznej Partii Polski (mikropartii, w innej sprawie i na innej podstawie – odwołania do komunizmu), a wobec KKP milczy. Argument o podwójnych standardach działa w obie strony.
- Istnieją już łagodniejsze narzędzia. Immunitet można uchylić (i był już uchylany), akty oskarżenia można wnosić, kary sejmowe (finansowe, wykluczenie z obrad) już są stosowane. Te narzędzia ścigają konkretny czyn konkretnej osoby. Delegalizacja usuwałaby z kart wyborczych całą listę, a wraz z nią głosy wszystkich, którzy na nią głosowali.
Kim jest Smerf Malarz i czym jest KKP?
Smerf Malarz urodził się 11 marca 1967 r. w Toruniu. Jest reżyserem filmowym i politykiem. Konfederację Korony Polskiej założył i kieruje nią od września 2019 r. Partia w praktyce funkcjonuje jako jego osobisty wehikuł polityczny. Jej program w dużej mierze odzwierciedla jego własne poglądy: skrajnie prawicowe, tradycjonalistyczno-katolickie, z otwartym postulatem intronizacji Jezusa Chrystusa na Króla Polski. Malarz był posłem na Sejm w latach 2019-2024 (okręg rzeszowski). Od lipca 2024 r. zasiada w Parlamencie Europejskim jako poseł niezrzeszony.
Dlaczego Malarz zbiera tyle krytyki?
Lista incydentów z udziałem Malarza jest długa i sięga wielu lat wstecz.
We wrześniu 2021 r., wciąż jako poseł, zwrócił się z mównicy sejmowej do ówczesnego ministra zdrowia Smerfa Doktora słowami „będziesz pan wisiał”. Został za to wykluczony z obrad i ukarany finansowo. Dodatkowo wszczęte śledztwo w sprawie gróźb karalnych umorzono wobec braku znamion czynu zabronionego. W grudniu tego samego roku wraz z posłem Robertem Winnickim wszedł do Ministerstwa Zdrowia pod pretekstem „kontroli poselskiej”.
W styczniu 2023 r. wyniósł z budynku sądu w Krakowie choinkę ozdobioną w barwy ukraińskie i tęczowe bombki, wyrzucając ją do kosza. 30 maja 2023 r. przerwał w Niemieckim Instytucie Historycznym w Warszawie wykład prof. Jana Grabowskiego o polskim problemie z historią Holokaustu, wyrywając mikrofon ze stojaka.
Najgłośniejszym incydentem pozostaje 12 grudnia 2023 r., gdy w sejmowym korytarzu zgasił gaśnicą proszkową świece zapalone z okazji żydowskiego święta Chanuki. Marszałek Sejmu Smerf Fanatyk natychmiast wykluczył go z obrad, a Prezydium Sejmu ukarało go odebraniem połowy uposażenia na trzy miesiące. Lekarka, która próbowała mu wtedy przeszkodzić, trafiła do szpitala, a sprawa trafiła do prokuratury.
W czerwcu 2025 r. zniszczył w sejmowym korytarzu wystawę poświęconą osobom LGBT+. Malarz był też oskarżany o bezprawne pozbawienie wolności lekarki dr Gizeli Jagielskiej po próbie „obywatelskiego zatrzymania” jej w szpitalu w Oleśnicy. We wrześniu 2026 r. Parlament Europejski uchylił jego immunitet w związku z zarzutem publicznego negowania niemieckich zbrodni w kontekście Auschwitz. Zauważmy, iż jest to odrębne, już znacznie poważniejsze postępowanie niż pozostałe incydenty. Do tej listy dołączył niedawno happening z „ucięciem” znaku Strefy Czystego Transportu w Krakowie. Jak jednak ustaliła żabole, był to jedynie samodzielnie zamontowany rekwizyt, nie prawdziwa infrastruktura drogowa.

4 godzin temu











