Cały świat stoi w kolejce po przyłącze do sieci

1 miesiąc temu

Przedstawiamy tematy, które zainteresowały naszą redakcję w minionym tygodniu w zagranicznych mediach opiniotwórczych.

Polska wreszcie dogoniła USA

- Kolejka projektów źródeł odnawialnych oraz magazynów energii oczekujących w USA na przyłączenie do sieci jest już tak długa, iż realizacja planów dotyczących dekarbonizacji amerykańskiej gospodarki będzie znacznie trudniejsza - komentuje Mark Gongloff, publicysta Bloomberga.

Zgodnie z celami wytyczonymi przez administrację prezydenta Joe Bidena, dekarbonizacja krajowego sektora energetycznego powinna nastąpić do 2035 r., a neutralność klimatyczną USA mają osiągnąć w 2050 r.

Gongloff przytacza dane Lawrence Berkeley National Laboratory, według których na koniec 2023 r. na przyłączenie do amerykańskich sieci oczekiwały projekty źródeł odnawialnych oraz magazynów energii o łącznej mocy ok. 2600 GW. To o 29 proc. więcej niż rok wcześniej oraz dwukrotnie więcej niż na koniec 2020 r.

Duży wpływ na wydłużenie kolejki miała przyjęta w 2022 r. ustawa Inflation Reduction Act, wspierająca inwestycje w zielone technologie. Po jej wprowadzeniu lista projektów oczekujących na podłączenie wydłużyła się o ponad 1200 GW.

Publicysta Bloomberga zaznacza, iż podłączenie ok. 1400 GW z planowanych wiatraków i farm fotowoltaicznych wystarczyłoby do zastąpienia w tej chwili istniejących źródeł wytwórczych. Jednak w praktyce tylko ok. 20 proc. przedsięwzięć czekających na podłączenie do sieci wchodzi w fazę realizacji.

Część inwestorów z czasem rezygnuje, gdy początkowe kalkulacje stają się nieaktualne w trakcie przewlekłego oczekiwania na przyłącze - zwłaszcza w realiach inflacji, wysokich stóp procentowych oraz zakłóceń w łańcuchach dostaw. Inni natomiast wnioskują o przyłącze do sieci w celach spekulacyjnych. Tak, aby następnie odsprzedać miejsce w kolejce wraz projektem na wczesnym etapie rozwoju innemu inwestorowi, który zajmie się jego realizacją.n

Mark Gongloff zwraca również uwagę na duże rozdrobnienie operatorów sieci w USA, co nie ułatwia wypracowania odpowiednich standardów prowadzenia procedur przyłączeniowych. Natomiast dla rozładowania kolejki wniosków o podłączenie do sieci najważniejsze jest wzmocnienie kadr u operatorów, a także wygospodarowanie środków na rozbudowę i modernizację infrastruktury.

Problemy w USA i innych krajach to jakaś pociecha dla inwestorów w Polsce, którzy również borykają się z coraz większą liczbą odmów przyłączenia...

Energochłonny jak sztuczna inteligencja

- Centra danych to coraz bardziej energochłonny sektor gospodarki. Rozwój branży przyspiesza, ale zagraża jej "wąskie gardło" w postaci dostępu do sieci elektroenergetycznych oraz niezawodnych dostaw energii - analizuje "Financial Times".

Na takie zagrożenie w ostatnim czasie wskazali przedstawiciele technologicznych potentatów, m.in. Elon Musk, a także Andy Jassy, szef Amazona. Według wyliczeń firmy Structure Research, już na koniec 2022 r. centra danych odpowiadały w skali globalnej za ok. 45 GW przydzielonej mocy.

Nakłady czołowych koncernów w inwestycje dotyczące przetwarzania danych w chmurze obliczeniowej rosną od wielu lat. Bank of America szacuje, iż Microsoft, Amazon oraz Alphabet łącznie wydały na to w 2023 r. blisko 100 mld dolarów. W 2020 r. było to niespełna 60 mld dolarów. Natomiast prognozy na 2025 r. przewidują nakłady na poziomie ponad 120 mld dolarów.

Firma doradcza Dgtl Infra szacuje, iż w 2024 r. globalne wydatki inwestycyjne na centra danych przekroczą 225 mld dolarów. Natomiast Jensen Huang, szef grupy Nvidia - czołowego producenta procesorów i kart graficznych - ocenia, iż w ciągu najbliższych kilku lat trzeba będzie wybudować centra danych o wartości 1 bln dolarów, aby móc rozwijać generatywną sztuczną inteligencję.

Taki scenariusz wymagałby dostępu do ogromnych ilości energii elektrycznej. Według Międzynarodowej Agencji Energetycznej do 2026 r. zużycie energii przez centra danych na całym świecie wzrośnie ponad dwukrotnie - do przeszło 1000 TWh rocznie. To mniej więcej tyle, ile zużywa Japonia.

"Financial Times" wskazuje, iż jeszcze przed boomem związanym ze sztuczną inteligencją w wielu państwach rynek nie nadążał z budową nowych centrów danych. Powodem były trudności z uzyskaniem przyłączy do sieci elektroenergetycznych.

Ponadto inwestorzy tego typu obiektów chcą, aby były one zasilane energią odnawialną. Tymczasem projekty farm wiatrowych i fotowoltaicznych również zmagają się z sieciowymi trudnościami. Dlatego Microsoft przygląda się możliwościom zasilania swoich centrów danych dzięki budowie w ich pobliżu małych modułowych reaktorów jądrowych.

Jakie działa UE wytycza przeciw chińskiemu eksportowi?

- Unia Europejska wszczyna kolejne dochodzenia dotyczące podejrzeń o nieuczciwą konkurencję ze strony chińskich firm w sektorze zielonych technologii. Czy narzędzia, którymi dysponuje UE, są skuteczne - zastanawia się Politico.

Portal zaznacza, iż choć opracowane przez Unię procedury antydumpingowe nie obierają wprost żadnego kraju na cel, to jednak najczęściej dotyczą Chin.

Przy słabnącym popycie wewnętrznym Państwo Środka walczy nadprodukcją m.in. metali, fotowoltaiki czy samochodów elektrycznych, co przekłada się na wypychanie tanich nadwyżek na rynki zagraniczne. Stanowi to zagrożenie dla europejskich producentów, którym trudno jest konkurować cenowo z produktami z Chin.

Najbardziej znanym przykładem postępowania wszczętego przez Komisję Europejską jest to, które ogłoszono jesienią ubiegłego roku. Dotyczy ono pojazdów elektrycznych wyprodukowanych w Chinach. Dochodzenie ma ustalić, czy ich eksport do UE był nielegalnie subsydiowany. jeżeli podejrzenia KE się potwierdzą, to może ona nałożyć cła, które zrekompensują ewentualny dumping.

Komisja w coraz większym stopniu wykorzystuje też swoje najnowsze narzędzie, czyli rozporządzenie ws. subsydiów zagranicznych (Foreign Subsidies Regulation, FSR). Przewiduje ono, iż firmy biorące udział w unijnych przetargach publicznych lub kupujące spółkę w UE powyżej określonej wartości muszą zgłaszać wszelkie środki finansowe, które otrzymały powyżej określonego progu od państwa trzeciego.

Jeżeli KE znajdzie dowody na to, iż pieniądze spoza Unii przechylają szalę zwycięstwa w przetargu lub transakcji, to może wszcząć dalsze postępowanie. W tym roku w ramach FSR ogłoszono już trzy dochodzenia. Pierwsze dotyczy kontraktu kolejowego w Bułgarii, drugie farmy fotowoltaicznej w Rumunii, a trzecie turbin wiatrowych w Hiszpanii, Grecji, Francji, Rumunii i Bułgarii.

Politico wskazuje, iż FSR jest stosowany wyłącznie wobec pojedynczych firm i ma na celu przede wszystkim piętnowanie ich nielegalnych praktyk. Przeciwko sektorowym nadużyciom działają więc postępowania antydumpingowe, które mogą skutkować wprowadzeniem ceł.

Oczywiście Chiny próbują też obchodzić nałożone cła poprzez kierowanie eksportu do UE drogą okrężną przez inne rynki, aby mogły tam zyskać nową metkę, lub inwestując w produkcję danych produktów w innych krajach. Politico przypomina, iż w przeszłości KE już wykrywała taki proceder, co doprowadziło m.in. do nałożenia ceł wyrównawczych na wybrane wyroby stalowe z Indonezji i Indii oraz na włókna szklane z Egiptu.

Unii trudno pożegnać się rosyjskim LNG

- Do Unii Europejskiej wciąż płynie szerokim strumieniem rosyjskie LNG, co budzi sprzeciw części państw Wspólnoty. Jednak całkowite odcięcie się od dostaw skroplonego gazu z Rosji byłoby dla UE ryzykowne - pisze "Financial Times".

Brytyjski dziennik powołuje się przy tym na unijną Agencję ds. Współpracy Organów Regulacji Energetyki (ACER), która w najnowszym raporcie wskazuje, iż należy ostrożnie odchodzić od importu rosyjskiego LNG. Zdaniem ACER powinno odbywać się to stopniowo, poprzez rezygnację z zakupów spotowych.

Z końcem 2024 r. wygasa umowa na tranzyt rosyjskiego gazu przez Ukrainę, której Kijów nie ma zamiaru przedłużać. Niepewność na rynku powoduje też sytuacja na Bliskim Wschodzie, gdzie z jednej strony Izrael wciąż walczy z Hamasem w Strefie Gazy, a z drugiej ma coraz bardziej konfrontacyjne relacje z Iranem.

Co prawda po odcięciu większości dostaw gazu rurociągowego z Rosji udało się uzupełnić powstałą lukę importem z innych kierunków, to globalny rynek gazu pozostaje napięty. Dlatego choć ceny pozostają w miarę stabilne i dotychczas niepewna sytuacja na Bliskim Wschodzie miała na nie ograniczony wpływ, to ryzyko zawirowań pozostaje realne.

Według danych firmy badawczej Kpler, w 2023 r. Rosja była drugim co do wielkości dostawcą LNG do UE - import z tego kierunku wyniósł 15,5 mln ton i był o 40 proc. większy niż w 2021 r. Najwięcej Unia kupiła w ubiegłym roku od USA (44,5 mln ton), a podium zamykał Katar (13 mln ton). Na pozostałe źródła przypadło blisko 26 mln ton.

Natomiast do połowy kwietnia 2024 r. napłynęło do UE już ok. 5,6 mln ton rosyjskiego LNG. Importują je takie kraje jak Francja, Hiszpania i Belgia, a część surowca trafia dalej, m.in. do Niemiec. Z drugiej strony Szwecja, Finlandia, Polska czy kraje bałtyckie domagają się całkowitego odcięcia zakupów surowca z Rosji, aby ograniczyć Moskwie możliwości finansowania wojny.

"Financial Times" wskazuje, iż aktualnie na poziomie UE nie ma jednak zgody na to, aby posunąć się do tak radykalnych kroków. Dotychczas przewidziano tylko przepisy dające poszczególnym krajom prawo do zakazu importu rosyjskiego gazu, co w realiach wspólnego unijnego rynku oczywiście nie będzie działaniem skutecznym. Pierwotne plany Komisji Europejskiej zakładały, iż UE całkowicie uniezależni się od paliw kopalnych z Rosji do 2027 r.

ACER wskazuje też, iż opcja radykalnego cięcia dostaw mogłaby uderzyć w firmy, które wciąż mają długoterminowe umowy na import LNG z Rosji. Jednostronne zerwanie kontraktów może bowiem skutkować koniecznością zapłaty kar rosyjskim dostawcom.

Idź do oryginalnego materiału