Bulwersujące słowa sędziego z Koszalina. „Powód do niczego w życiu nie doszedł”

news.5v.pl 9 godzin temu
  • W grudniu 2013 r. 31-letni wówczas pan Marcin wysiadał z pociągu na stacji w Świdwinie, poślizgnął się i wpadł pod koło pociągu. Gdyby nie natychmiastowa reakcja innych podróżnych, straciłby życie
  • Sędzia, uzasadniając wyrok w sprawie, stwierdził, iż „do momentu wypadku pan powód w życiu do niczego nie doszedł”, a w tej chwili ma nową partnerkę
  • „Wielu sędziów jest oderwanych od rzeczywistości i pełnych poczucia wyższości. Jak można coś takiego powiedzieć w uzasadnieniu?” — napisała na platformie X posłanka Lewicy Anna Maria Żukowska, która z ramienia Sejmu zasiada w Krajowej Radzie Sądownictwa
  • Więcej takich historii znajdziesz na stronie głównej Onetu

W grudniu 2013 r. 31-letni wówczas pan Marcin wysiadał z pociągu na stacji w Świdwinie. Było ciemno, peron był zaśnieżony i oblodzony. Mężczyzna poślizgnął się i wpadł pod koło pociągu. Gdyby nie natychmiastowa reakcja innych podróżnych, straciłby życie. Skończyło się „tylko” na amputacji nogi.

Dalszy ciąg materiału pod wideo

Mężczyzna poszedł po sprawiedliwość do sądu. Po ponad 10 latach od dnia tragicznego zdarzenia, zapadł wyrok. Wydał go sędzia Piotr Walenciak.

Sędzia do powoda: do momentu wypadku pan w życiu do niczego nie doszedł

Mężczyźnie otrzymał wprawdzie 500 tys. zł rekompensaty finansowej, jednak uzasadnienie w obliczu tragedii może zdumiewać.

— Do momentu wypadku pan powód w życiu do niczego nie doszedł — snuł swoje rozważania sędzia i kontynuował: — A po wypadku? Ma nową partnerkę, od pięciu lat jest w nowym związku, ma niski poziom depresji — mówił bez cienia żenady przedstawiciel władzy sądowniczej.

Podkreślił jednocześnie, iż jako sędzia ma do tego prawo. — Ja to będę uzasadniać tak, jak ja to widzę. Pan Marcin dał sobie radę w życiu. 208 tys. zł na protezę indywidualną? Musimy wiedzieć, czy pan powód potrzebuje protezę w wersji mercedes czy też wystarczy mu taka, jak to mówią ortopedzi, w klasie volkswagen za 60 tys. zł — zastanawiał się sędzia Piotr Walenciak.

— Mocno kontrowersyjny — ocenił wyrok i uzasadnienie pełnomocnik powoda mec. Kamil Syposzyński. Marcin Maroszołek ze stowarzyszenia „Wokanda” nie krył swojego oburzenia. — Usprawiedliwienia zaniżenia odszkodowania tym, iż człowiek potrafił sobie jakoś poradzić, jest, mówiąc delikatnie, nadużyciem ze strony sądu.

Posłanka Lewicy nie kryje oburzenia. „Wielu sędziów jest oderwanych od rzeczywistości”

Oburzenia postawą sędziego nie kryje posłanka Lewicy Anna Maria Żukowska. „Większość zwykłych ludzi, słysząc to, ma w nosie czy on był neo czy paleo (ten jest akurat nie-neo). Po prostu wielu sędziów jest oderwanych od rzeczywistości i pełnych poczucia wyższości. Jak można coś takiego powiedzieć w uzasadnieniu?” — napisała na platformie X.

I dodała: „Gdyby pan sędzia był bez łańcucha i togi, to po zblazowanej formie wypowiadania się oraz języku ciała mówiącym »a co wy do cholery ode mnie chcecie,jestem sądem” i wygłoszonym tym cynicznym tonem „wyrok nie jest prawomocny« można by powątpiewać, jakiego zawodu jest reprezentantem.” — czytamy we wpisie posłanki Lewicy, która jednocześnie z ramienia Sejmu zasiada w Krajowej Radzie Sądownictwa.

Wyrok nie jest prawomocny.

Idź do oryginalnego materiału