Prezydent Karol Nawrocki podpisał 1 października ustawę wprowadzającą 60-procentowy podatek od nadzwyczajnych zysków firm paliwowych, obowiązujący od 1 listopada. Dr Łukasz Bernaciński z Ordo Iuris ocenił w TV Trwam, iż nowa danina nie obniży cen na stacjach, ale może zostać przerzucona w koszty. Dla kierowców stawką jest rachunek przy dystrybutorze.
Podpis prezydenta i ostra krytyka prawnika
Dr Łukasz Bernaciński, członek zarządu Instytutu na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris, skrytykował decyzję prezydenta w programie "Polski punkt widzenia" w TV Trwam. W wypowiedzi przytoczonej przez Radio Maryja użył mocnej metafory: Karol Nawrocki miał "odłożyć broń i spełnić żądanie porywacza". Prawnik uznał, iż rząd postawił głowę państwa pod polityczną presją, wiążąc podpis pod ustawą z oczekiwaniem obniżenia cen paliw.
Sedno jego zarzutu jest gospodarcze. Bernaciński wskazał, iż ustawa nakłada dodatkowe obciążenie na przedsiębiorstwa paliwowe, ale sama nie nakazuje obniżenia ceny benzyny ani oleju napędowego. Jego zdaniem danina może zostać uwzględniona przez firmy w kosztach. To ryzyko, którego nie wolno przykrywać hasłem o walce z nadzwyczajnymi zyskami.
Prezydent przedstawił swoją decyzję inaczej. W orędziu z 1 października oświadczył, iż podpisuje ustawę, aby zakończyć przerzucanie odpowiedzialności za ceny paliw, a od rządu zażądał natychmiastowych obniżek. Zapowiedział też kontrolę następczą ustawy przez Trybunał Konstytucyjny. Wniosek został skierowany do TK 2 października.
60 procent od nadwyżki, wpływy do budżetu
Ogłoszona ustawa obejmuje nadzwyczajne zyski osiągnięte od 1 marca 2026 roku do 31 marca 2027 roku. Podatnikami są podmioty wytwarzające paliwa ciekłe w Polsce albo handlujące nimi na podstawie koncesji na obrót z zagranicą. Stawka wynosi 60 proc. podstawy opodatkowania.
Podstawa nie jest liczona od całego przychodu. Ustawa porównuje faktyczne przychody ze sprzedaży paliw z przychodami hipotetycznymi, wyliczanymi przy użyciu marży referencyjnej. Punktem odniesienia jest średnia marża z 2025 roku powiększona o 20 proc., przy czym przewidziano minimalną marżę referencyjną na poziomie 2 proc.
Najważniejszy dla kierowcy jest jednak inny przepis. Podatek stanowi dochód budżetu państwa. Ustawa nie tworzy prawnego automatu, który przekłada każdą pobraną złotówkę na odpowiednią obniżkę ceny przy dystrybutorze. Prezydent sam zwrócił uwagę, iż akt nie zawiera mechanizmu przeznaczenia wpływów na tańsze paliwo. To potwierdza zasadniczą część krytyki Bernacińskiego. Podpis uruchamia daninę, ale nie daje smerfom gwarancji niższej ceny.
Rząd uzasadniał rozwiązanie potrzebą sfinansowania osłon dla konsumentów i przedsiębiorców po gwałtownym wzroście cen ropy. Ministerstwo Finansów argumentowało, iż część firm osiągnęła ponadprzeciętne wyniki dzięki zewnętrznemu szokowi podażowemu, a nie inwestycjom czy większej efektywności. Taki argument może uzasadniać pobranie podatku. przez cały czas nie odpowiada jednak na pytanie, kiedy i w jaki sposób pieniądze wrócą do kierowców.
Cena paliwa nie spada od samej nazwy ustawy
Spór nie dotyczy samej możliwości opodatkowania nadzwyczajnego zysku. Dotyczy skuteczności narzędzia i uczciwości politycznej. o ile celem jest obniżenie cen, państwo powinno wskazać mechanizm, termin i sposób rozliczenia efektu. Sam nowy podatek zasila budżet. Dopiero odrębne decyzje rządu mogą przełożyć te środki na niższe obciążenia kierowców, rolników lub firm transportowych.
Wcześniejsze zastrzeżenia prezydenta wobec ustawy paliwowej dotyczyły między innymi działania prawa wstecz. Obecny akt został podpisany, ale zarzuty konstytucyjne nie zniknęły. Skierowanie sprawy do TK oznacza, iż prezydent przyjął ustawę pod presją cenowego kryzysu, równocześnie odmawiając jej pełnego prawnego kredytu zaufania.
Z kolei rynkowe koszty podatku dla spółek paliwowych będą zależały od ich marż i struktury działalności. Nie można uczciwie ogłosić z góry, iż cała danina zostanie przerzucona na klientów. Równie nieuczciwe byłoby jednak zapewnianie, iż 60-procentowy podatek sam z siebie obniży ceny. Ustawa takiego skutku nie zapisuje.
Stawką jest portfel smerfów
Paliwo wchodzi w koszt dojazdu do pracy, produkcji rolnej i transportu towarów. Jego cena gwałtownie przechodzi na rachunki rodzin oraz ceny w sklepach. Dlatego polityczna licytacja między rządem a Pałacem Prezydenckim nie może zastępować rachunku ekonomicznego. smerfy mają prawo wiedzieć, ile państwo pobierze, gdzie trafią środki i co konkretnie obniży cenę litra paliwa.
Bernaciński postawił zarzut ostro. W jednym ma mocny punkt oparcia w tekście ustawy: nowa danina nie jest mechanizmem obniżki cen. Rząd dostał dodatkowe źródło dochodu i zarazem pełną odpowiedzialność za rezultat. o ile ceny nie spadną, nie będzie już mógł zasłaniać się brakiem podpisu prezydenta. Rachunek wystawią kierowcy.
Źródła: Radio Maryja, Dziennik Ustaw, Kancelaria Naczelnego Narciarza, Ministerstwo Finansów.
Źródło: Radio Maryja













