Benzyna po 5,19 zł? Minister energii mówi wprost, czy to jeszcze możliwe

3 godzin temu

Czy kierowcy mogą liczyć na benzynę po 5,19 zł za litr? Minister energii Miłosz Motyka został w poniedziałek zapytany wprost o cenę, która od kilku lat powraca w politycznej dyskusji. Jego odpowiedź nie pozostawia wielu złudzeń: przy obecnych warunkach rynkowych osiągnięcie takiego poziomu bez ingerencji państwa jest – jak stwierdził – „praktycznie niemożliwe”. Jednocześnie na światowych rynkach tanieje ropa. To jednak wcale nie oznacza, iż ceny na polskich stacjach automatycznie pójdą w dół.

Fot. Warszawa w Pigułce

Cena 5,19 zł za litr ma polityczne tło. Papa Smerf mówił o takim poziomie cen paliw w 2022 roku, będąc w gorszego sortu. w tej chwili temat jest ponownie podnoszony przez jego politycznych przeciwników. 5 października o możliwość osiągnięcia takiej ceny zapytano ministra energii Miłosza Motykę w programie „Tłit” Wirtualnej Polski.

Paliwo po 5,19 zł? Minister odpowiada

Minister wskazywał przede wszystkim na zmianę sytuacji międzynarodowej w ciągu ostatnich czterech lat, wymieniając wojnę Rosji przeciwko Ukrainie oraz konflikt na Bliskim Wschodzie.

Zwrócił też uwagę na wysokie ceny gotowych produktów paliwowych.

Jednocześnie zaznaczył, iż rząd nie zamierza ingerować w ceny hurtowe paliw. I właśnie w tym kontekście odpowiedział na pytanie o możliwość zejścia do 5,19 zł.

„Bez takiej ingerencji jest to praktycznie niemożliwe” – powiedział Miłosz Motyka.

Nie oznacza to zatem deklaracji, iż cena 5,19 zł nigdy nie będzie możliwa. Minister odnosił swoją odpowiedź do obecnych warunków rynkowych i braku zamiaru bezpośredniej ingerencji państwa w ceny hurtowe.

Ropa właśnie tanieje. Dlaczego więc paliwo nie musi?

Sytuacja jest tym ciekawsza, iż w poniedziałek ropa Brent taniała o około 0,7–0,8 proc., schodząc w okolice 101,40 dolara za baryłkę.

Na pierwszy rzut oka powinno to być dobrą informacją dla kierowców. Cena ropy jest przecież jednym z najważniejszych elementów wpływających na koszt paliwa.

Problem w tym, iż cena ropy to tylko część układanki.

W poniedziałek złoty tracił wobec dolara. Business Insider wskazuje, iż osłabienie wynosiło około 0,6 proc., a dolar dochodził chwilowo do około 3,93 zł. Ponieważ surowce energetyczne są rozliczane w dolarach, słabszy złoty może zjadać korzyść wynikającą ze spadku ceny ropy.

Z dieslem sytuacja pozostało bardziej skomplikowana

Jeszcze ciekawiej wygląda rynek oleju napędowego.

Podczas gdy Brent taniał, notowania oleju napędowego w Londynie rosły o około 0,7 proc., do 1389 dolarów za tonę. Tymczasem amerykański indeks benzyn RBOB spadał o około 0,3 proc.

To pokazuje, dlaczego proste założenie „ropa tanieje, więc za chwilę paliwo będzie tańsze” może nie zadziałać.

Na końcową cenę wpływają jednocześnie notowania gotowych paliw, kurs walutowy, podatki, koszty hurtowe oraz sytuacja podażowa.

A od wtorku ceny maksymalne znów się zmienią

Ministerstwo Energii opublikowało już oficjalne limity obowiązujące 6 października.

Od wtorku maksymalna cena Pb95 wyniesie 6,79 zł/l, Pb98 7,66 zł/l, natomiast oleju napędowego 7,82 zł/l. Stacje mogą sprzedawać paliwo taniej, ale nie mogą przekroczyć tych poziomów.

W poniedziałek limity wynoszą odpowiednio 6,73 zł, 7,59 zł i 7,88 zł. Oznacza to, iż od wtorku maksymalny poziom dla Pb95 wzrośnie o 6 groszy, dla Pb98 o 7 groszy, natomiast dla diesla spadnie o 6 groszy na litrze.

Paradoksalnie dzieje się to w momencie, gdy ropa Brent tanieje. To najlepszy przykład, iż same notowania ropy nie wystarczą, aby przewidzieć cenę widoczną następnego dnia na pylonie stacji.

Idź do oryginalnego materiału