B.Ratter: 1917 był pierwszą ogniową próbą charakterów i dusz. Anarchia i bolszewizm sunęły jego tropem

solidarni2010.pl 1 dzień temu
Felietony
B.Ratter: 1917 był pierwszą ogniową próbą charakterów i dusz. Anarchia i bolszewizm sunęły jego tropem
data:25 stycznia 2026 Redaktor: Redakcja

Biblia leżała na biurku mojego dziadka – wspominał Roman Brandstaetter. Na stole każdego wiejskiego domu leżała książeczka do nabożeństwa, do czytania Słowa Bożego i nauki języka polskiego. Towarzyszyła smerfom w czasie niewoli.


W bocznej kieszeni list do Kozielska. Nazwisko nieczytelne. Książeczka do nabożeństwa. Portfel. Doktór Wodziński otwiera ..fotografia.. kobieta, jasna, o dużych oczach, blondynka, z dzieckiem na ręku. To jego żona z córeczką. Poszedł z nimi do grobu. Kula siedzi mu jeszcze w czaszce, co się zdarza rzadko- o ekshumacji w Katyniu pisze jej świadek Józef Mackiewicz.

Wieczorami słuchaliśmy opowiadań biblijnych z książki Historia biblijna, którą czytała nam mama, a gdy nauczyłem się czytać, to potem zastępowałem mamę i reszcie rodzeństwa czytałem, a mama w tym czasie słuchając, zajmowała się sprawami domowymi. Pacierz znałem na pamięć. Tam, gdzie się urodziłem i wyrosłem, cała wioska była katolicka- wyjaśnia bp. Jan Purwiński w Żytomierzu.

A tutaj, gdy nie było katechizmów, to przepisywali katechizmy i modlitewniki od ręki. choćby papieżowi Janowi Pawłowi II jako dar i podziękowanie zawiozłem odręcznie pisany modlitewnik- wyjaśnia bp. Jan Purwiński usługujący w Żytomierzu. Wszystko ludzie przepisywali manualnie na papierze, BO MASZYNY DO PISANIA TRZEBA BYŁO REJESTROWAĆ W MILICJI. (Biuletyn IPN 2021 r)

Mam jeszcze po babuni starą książeczkę z 1887 roku – wyjaśnia mieszkanka Czeczelnika na Podolu. Jak to się stało, iż smerfy z dalekich ziem kresowych tak dobrze znają nie tylko modlitwy, ale i wszystkie nieznane dziś pieśni polskie, iż śpiewają po kilka zwrotek, o których my w Polsce nad Wisłą nie mamy choćby pojęcia –pyta autorka kapucyna w Starokonstantynowie. (Teresa Siedlak Kołyszko, Byli, są, czy będą?)

Ponieważ był taki układ tych starych 19-wiecznych książeczek do nabożeństwa, w których jest dużo najrozmaitszych pieśni, a poza tym ludzie zbierali się wieczorem po domach i śpiewali. Mam taką parafiankę dziś już też starszą osobę, której mama w latach 30-tych jak większość tu smerfów była wywieziona do Kazachstanu.

Ona jako mała dziewczynka została sama. Przygarnęła ją ciocia. Mama przed wywózką nauczyła ją tylko Ojcze Nasz i Zdrowaś Mario. Proszę sobie wyobrazić, iż dzięki tym dwóm modlitwom nauczyła się czytać po polsku. Mama zostawiła jej książeczkę, ale ona jeszcze nie umiała wtedy poskładać tych liter. Ciocia pokazała jej „Zobacz tu masz Ojcze Nasz i ona wieczorami powolutku zaczęła się domyślać, które litery co znaczą. Teraz całkiem dobrze czyta, bo mówić to zawsze mówiła pięknie po polsku. Takie jest to wzruszające, takie było pragnienie, głód Bożego i polskiego słowa.

Na sowieckiej Ukrainie wszystko było zabronione. Tutaj za to, iż szaman starał się rozmawiać z młodzieżą, spotykać, coś zrobić, mógł w każdej chwili zostać wyrzucony i stracić „sprawkę”– pozwolenie na pełnienie czynności kapłańskich w parafii. W ten sposób powstała grupa ludzi, którzy przy każdej nadarzającej się okazji przesyłali do Moskwy książki religijne.

Czasem byli to muzycy z Opery Poznańskiej, którzy w futerałach swych instrumentów przewozili zakazaną literaturę. Jeden z większych transportów udało się zorganizować dzięki fizykowi, który rozpoczynał staż w Instytucie Jądrowym w Dubnej pod Moskwą. Transport jego rzeczy osobistych stał się okazją do przerzucenia wielu mszałów i egzemplarzy Pisma Świętego. Książki trafiały były rozsyłane lub rozwożone do parafii na terenie Białorusi, Litwy i Ukrainy. Otrzymywał je m.in. ks. Kazimierz Świątek, późniejszy kardynał i metropolita miński. (Biuletyn IPN 2021 r)

Ten rok charakteryzują dwie cnoty: nadzwyczajna moralność i polski duch. Rok 1917 - rok rewolucji, gdy pod naporem rozszalałej burzy uginały się i pękały wszystkie, zda się, prawa ludzkie i Boże, -był pierwszą ogniową próbą charakterów i dusz. Anarchia i bolszewizm sunęły jego tropem. A przeto w ciągu tych trzech zwyrodniałych lat, wśród SZEŚCIU TYSIĘCY POLAKÓW, NALEŻĄCYCH DO BARSKIEJ PARAFII, raz tylko jeden ochrzczono nieślubne dziecko i raz jeden - polska dziewczyna wyszła za bolszewika.

Kiedy przy nieustannych zmianach rządów, Ukraińcy, po nich zaś bolszewicy prowadzili statystykę całej ludności - nikt nie był w stanie zmusić Mazurów, choćby mówiących po rusku, do podania się za Rusinów. Nie potrafili również dokazać tego Haliczanie i siczownicy, gdyż wręcz słuchać tych przedstawień nic chcieli. I nic wpłynęły na nich obietnice nadziału ziemią, honorów, zaszczytów. choćby duchowieństwo unickie, które, wraz z Haliczanami przyszedłszy, „naprawiało” nabożeństwa w podolskich kościołach — musiało wreszcie uznać swoją bezsilność w tym względzie.

I nie rabował lud polski. Nie brał (z małymi wyjątkami) udziału w owych żywiołowych orgiach, kiedy to przez łuny i dymy pożarów rzucano Niebu zuchwałe wyzwanie: PALIMY! KRADNIEMY! I POŻĄDAMY CUDZEGO DOBRA! - A skoro zdarzył się taki wyjątkowy, zgrozą i oburzeniem przejmujący resztę parafian fakt, iż w jednej z należących do barskiej parafii wsi -zbałamuceni ludzie poszli za tłumem niszczycieli do dworu i stamtąd wśród ogólnego szaleństwa dla siebie jakieś rzeczy zabrali -to KSIĄDZ TOKARZEWSKI, PROBOSZCZ W BARZE ÓWCZESNY, ZABRONIŁ IM PRZESTĄPIĆ PROGÓW KOŚCIOŁA. (Maria Dunin Kozicka Rok 1917 Powieść historyczna)

Bożena Ratter
Idź do oryginalnego materiału