
Ceny ropy naftowej mogą gwałtownie wzrosnąć, jeżeli konflikt na Bliskim Wschodzie będzie się przedłużał. Arabia Saudyjska szacuje, iż w takim scenariuszu baryłka może kosztować choćby 180 dolarów.
Jak informuje „The Wall Street Journal”, analitycy rynku przewidują, iż przy utrzymaniu się wojny z Iranem do końca kwietnia ceny ropy mogą znacząco przekroczyć obecny poziom około 106 dolarów za baryłkę.
Choć Arabia Saudyjska jest jednym z największych producentów ropy, nie jest zainteresowana gwałtownymi wzrostami cen. Eksperci podkreślają, iż prowadzą one do niestabilności rynku i mogą wywołać globalną recesję, która ostatecznie ograniczy popyt na surowiec.
Kluczowym czynnikiem wpływającym na sytuację jest blokada Cieśniny Ormuz — jednego z najważniejszych szlaków transportu ropy na świecie. W odpowiedzi Arabia Saudyjska przekierowała część eksportu na wybrzeże Morza Czerwonego, wykorzystując rurociąg biegnący przez kraj ze wschodu na zachód.
Według danych Bloomberga eksport z portu Yanbu wzrósł do około 4,2 mln baryłek dziennie, choć przed wybuchem konfliktu całkowity eksport wynosił około 7 mln baryłek dziennie.
Do portów nad Morzem Czerwonym skierowano także flotę tankowców. Co najmniej 32 supertankowce czekają na załadunek, a kolejne jednostki zmierzają w tym kierunku.
Arabia Saudyjska pozostaje jedynym krajem regionu posiadającym alternatywny szlak eksportu ropy, co daje jej istotną przewagę w czasie kryzysu.














