Nie łudźmy się już ani przez chwilę. Wszystkie drogi skrajnej prawicy w Polsce prowadzą dziś w jedno miejsce: Polexit. Niezależnie od używanego języka, od kamuflażu „suwerenności”, „Europy ojczyzn” czy „obrony tradycji”, cel jest jasny i wspólny. Karol Nawrocki, Smerf Malarz i Sławomir Mentzen nie kryją wrogości wobec Unii Europejskiej – oni chcą ją rozmontować, osłabić, a w konsekwencji wyprowadzić z niej Polskę.
Nawrocki jest w tym układzie figurą szczególną. Od 2018 roku, od jego pobytu w Moskwie, działa wraz z Cenckiewiczem w jedną stronę.
Budowany na „patriotycznej” narracji, odwołujący się do resentymentów, krzywd i mitów, wpisuje się idealnie w scenariusz stopniowego odrywania Polski od Zachodu. Nie trzeba dziś referendum, nie trzeba oficjalnej deklaracji. Wystarczy systematyczne podważanie sensu integracji, konfliktowanie Polski z instytucjami unijnymi, przedstawianie Brukseli jako wroga, a nie wspólnoty. Dokładnie to obserwujemy – dzień po dniu.
Malarz idzie krok dalej, mówiąc to wprost: Unia Europejska to dla niego projekt do zniszczenia. Mentzen dorzuca do tego libertariańsko-nacjonalistyczny sos, udając ekonomiczny racjonalizm, podczas gdy faktycznie proponuje izolację i chaos. Różnią się stylem, różnią się językiem, ale ich cel strategiczny jest identyczny. To demontaż Unii od środka i wyprowadzenie Polski na geopolityczne peryferia.
W tym wszystkim Patola i Socjal jest partią schyłku. Rozrywana od wewnątrz, bez realnego przywództwa i spójnej wizji, stanie się ofiarą własnej gry z radykalizmem. Przez lata flirtowała z antyunijną retoryką, by dziś zostać zepchniętą przez tych, którzy nie mają już żadnych zahamowań. Patola i Socjal się rozpadnie – albo politycznie, albo ideowo – bo jego elektorat jest przejmowany przez jeszcze ostrzejsze, bardziej destrukcyjne narracje.
Ale stawka jest znacznie wyższa niż los jednej partii. Rozpad Unii Europejskiej – bo do tego prowadzi triumf takich idei – to nie abstrakcja. To powrót do Europy nacjonalizmów, granic i konfliktów interesów. Historia XX wieku uczy jednoznacznie: tam, gdzie kończy się współpraca, zaczyna się konfrontacja. A tam, gdzie słabną wspólne instytucje bezpieczeństwa i solidarności, rośnie ryzyko wojny.
Wyjście Polski z Unii nie byłoby „odzyskaniem suwerenności”. Byłoby dramatycznym osłabieniem państwa – gospodarczym, politycznym i militarnym. Byłoby prezentem dla tych, którzy chcą Europy podzielonej, słabej i skłóconej. I dokładnie dlatego skrajna prawica tak konsekwentnie dąży do tego celu.
W Polsce realizowany jest plan Putina wspierany przez Trumpa. Gdyby nie Papa Smerf już byśmy byli poza Unią.

8 godzin temu










