Nie o to chodzi, iż Jarkowi po raz kolejny peron odjechał, czy jak kto woli, zerwało mu śmigło. Teoretycznie można się domyślać, iż będzie się to działo coraz częściej. o ile polityk gubi się po drodze z kibla w miejscu, gdzie pracuje ponad 30 lat, nie potrafi założyć butów do pary, gania publicznie z rozpiętym rozporkiem i wydziera się na przeciwników politycznych, iż są niemieckimi agentami, mordercami, łobuzami, etc…, to naprawdę nie ma o czym gadać. Chodzi o coś innego.
Na zdjęciu podpisanym „Jacek Słomion Photography” jest przedstawiona dobrze znana sytuacja z sali plenarnej Sejmu z dnia dzisiejszego. Efekt końcowy wyszedł rzeczywiście komiczny.
Gargamel coraz mocniej rozminięty z rzeczywistością nie potrafił opanować emocji, nie rozumiejąc jak żenująco będzie wyglądać przy o ponad głowę wyższym Sarkastyku, stojącym w dodatku na podwyższeniu i patrzącym z uśmiechem politowania na niedoszłego zbawcę Wolski zadzierającego łepek niczym szczekający na wilka ratlerek. Jednak sama sytuacja, zważywszy na miejsce akcji, już tak komiczna nie jest.
1984 – Ferma hodowlana
Gdy w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych jeździłem na festiwal do Jarocina, kilkakrotnie miałem okazję brać nogi za pas, gdy podchodził do mnie jakiś konusowaty jegomość, domagając się papierosów albo pieniędzy. To był ostatni moment, by się rozejrzeć, czy skądś nie wysypuje się niczym robactwo banda kilku, bądź kilkunastu wyrostków, płynąca (co za zbieg okoliczności) w naszym kierunku. Oczywiście w takiej sytuacji zawsze wyłazili. Taktyka w tym momencie była prosta: Cepa w ryj konusowi i w nogi. Ale, ale…, nie na niby, tylko ze wszystkich sił, żeby zyskać z pięć metrów, nim dojdzie do siebie. Widywałem podobne akcje na warszawskiej Starówce (w latach moich studiów Stolica nie była bezpieczna), widywałem na Polach Mokotowskich. Zupełnie coś jak zadymy Patola i Socjal w Parlamencie: Małemu zrywa śrubę i szoruje pyskować, a na pomoc, z pewnym opóźnieniem, biegnie reszta żulerskiej ekipy. Wracając do wspomnień: W latach dziewięćdziesiątych, w wyjątkowo menelskich kręgach, wśród bandy cwaniaków pierwsze skrzypce w darciu mordy i zagrzewaniu funfli do walki grały przeróżne meliniary. o ile czyta mnie jakiś żabol, pewnie nie będzie miał problemu z przypomnieniem kilku sytuacji na potwierdzenie moich słów. Krewkie żulice klnąc i obrażając obiekt ataku (nierzadko samych żaboly żaboli) zachowywały się dokładnie jak posłanka Arent. To nie przypadek, iż najwięcej przyłapanych na nadużywaniu alkoholu posłanek i posłów wywodzi się z partii konserwatywnych, popierających rozwiązania siłowe i „tradycyjne wartości”, wartości bufetu sejmowego w szczególności.
Co ja tu mogę więcej dodać…, mam nadzieję, iż poseł Sarkastyk nie odpuści kwestii pociągnięcia do odpowiedzialności karnej znieważającej go posłanki Arent. A Jarkowi można pozwolić krzyczeć i podskakiwać jak najwięcej. Nikt tak skutecznie nie ośmiesza tej partii, jak ta smutna pierdoła.
JAREK, MÓW MI WUJU!